Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości lekceważą obecność bohatera, którego na salę sądową wprowadza młoda praczka („[...] nikt nie troszczył się o wchodzącego [...]”). Wówczas sędzia śledczy zarzuca K. spóźnienie, choć godzina rozpoczęcia rozprawy nie została wyznaczona („Pan powinien był przyjść przed godziną”). Takie postępowanie wobec oskarżonego zdaje się mieć na celu osłabienie jego pewności siebie i w rezultacie łatwiejsze poddanie się wyrokom sądu. W rozprawie uczestniczą - obok zwykłych gapiów - członkowie ławy przysięgłych, podzieleni na dwa ugrupowania. Podczas gdy jedno obserwuje rozwój sytuacji w milczeniu („[...] ich spokojne zachowanie się nadawało im pozory większego autorytetu”), drugie zachowuje się nadzwyczaj swobodnie, wręcz prymitywnie: na zwięzłe odpowiedzi bohatera reaguje gromkim śmiechem lub oklaskami („Ludzie podparli się rękami na kolanach i trzęśli się jak w ciężkim napadzie kaszlu”). Odbywający się proces przypomina raczej upokarzające widowisko, którego główną atrakcją jest K. Sędzia śledczy zadaje oskarżonemu pytanie: „A więc [...] jest pan malarzem pokojowym?”, będące przejawem drwiny, prowokacji lub wyjątkowej niekompetencji wymiaru sprawiedliwości. Za ostatnią z opcji przemawia fakt, iż jedyne akta sądowe stanowi niechlujny notatnik („Był formatu zeszytowego, stary, przez częste kartkowanie zupełnie zniszczony”). Odbywająca się w obskurnym, zatłoczonym pomieszczeniu i niedbale zorganizowana rozprawa sprawia wrażenie przeprowadzonej dla formalności, a sam K. wydaje się osądzony jeszcze przed jej rozpoczęciem.
Kamil
Nauczyciel języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

