Przestrzenie należące do sądu są ciasne i duszne . Znajdują się - jak zaznaczał Titorelli - na każdym strychu. Okazało się, że kancelaria sądowa sąsiadowała z pracownią malarza, co bardzo zaskoczyło Józefa K. W pomieszczaniach urzędowych było tak duszno, że główny bohater "Procesu" stracił przytomność podczas rozmowy z urzędniczką. Było to spowodowane wysoką temperaturą panującą na poddaszu (nagrzany dach) i rozmaitymi zapachami mieszającymi się w powietrzu (m.in. zapach bielizny wieszanej przez lokatorów). Okazuje się bowiem, że miejsca urzędowe i prywatne sąsiadują ze sobą w taki sposób, że z sypialni Titorellego można bez problemu przejść do kancelarii sądowych. Nie sposób więc jednoznacznie rozgraniczyć, które miejsca są urzędowe, a które zwyczajne ("Wszystko przecież należy do sądu"). W rzeczywistości instytucje państwowe mieszczą się w osobnych budynkach, tymczasem w powieści sądy umieszczone są na strychu (w przestrzeni prywatnej), pokój służącej staje się więzieniem, a z pracowni malarza można bezpośrednio przejść do kancelarii sądowej.
Organizacja tych miejsc także znacząco odbiega od wyobrażeń o przestrzeniach urzędowych. Nie ma w nich żadnych tabliczek informujących o tym, co znajduje się w danym pomieszczeniu. Szukanie instytucji przypomina błądzenie w labiryncie. Zarówno przestrzenie prywatne, jak i urzędowe są ciasne i duszne. Atmosfera małych mieszkań przenika do pomieszczeń urzędowych, w których czuć np. zapach prania.
Ewa Sikora
Nauczycielka języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

