Stosunek poety do tłumu nie jest jednoznaczny. Z jednej bowiem strony zauważa on, iż ludzie zdają się przypominać zwierzęta: „Z kątów wypełznie, z nor wybiegnie”. Dostrzegaich zepsucie oraz rozpasanie seksualne, które skutkuje brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności:
„Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej «kawalerskich chorób»!”.
O jego negatywnym stosunku do mieszkańców miasta świadczą także rozliczne określenia, które są nacechowane emocjonalnie: „pstrokatej hołoty”, „brzuchate kobyły”, „Krzywych pędraków sromne nosicielki!”, „Ty gnoju miasta”, „straszliwa maso”, „drżące łapy”, „Wyrywajcie bachorom języki boleśnie, / By, gdy je w dół rzucicie, nie mogły już kwilić!”. Z drugiej jednak strony fascynację zdaje się wywoływać nieokiełznana siła tłumu, jego poddanie się pierwotnym instynktom biologicznym. Dzikie masy ludzi oddają się popędom i zaspokajaniu swych żądz. W ten sposób stają się ucieleśnieniem potęgi życia oraz prokreacji. Z tego też powodu brzydota oraz moc tłumu budzi zaintrygowanie osoby mówiącej, która ostatecznie zaczyna dostrzegać wzniosłość masy oraz sens jej działania:
„Tłumie, bądź dziki!
Tłumie! Ty masz RACJĘ!!!
[...]
Niech idzie tan lubieżnych podnieceń! Nie szkodzi!
Och, sławię ja cię, tłumie, wzniosłymi słowami
I ciebie, Wiosno, za to, że się zbrodniarz płodzi!”.
Sylwia Kępa
Nauczycielka języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

