Cytaty, które określają Winrycha:
"Właśnie o samym świcie Andrzej Borycki (bardziej znany pod przybranym nazwiskiem Szymona Winrycha) wyjechał zza pagórków rajgórskich i skierował się pod Nasielsk, na szerokie płaszczyzny".
"Przez dwie noce już czuwał i trzeci dzień wciąż szedł przy wozie. Buty mu się w rzadkim błocie rozciapały tak misternie, że przyszwy szły swoim porządkiem, podeszwy swoim porządkiem, a bose stopy w zupełnym odosobnieniu. Bardzo przemókł i przeziąbł do szpiku kości. Któż by zdołał poznać w tym obdartusie byłego prezesa najweselszej pod księżycem konfraterni tzw. śrubstaków, dawnego Jędrka, króla i padyszacha syren warszawskich? Włosy mu porosły „w orle pióra”, paznokcie „w dzikie szpony”, chodził teraz w przepoconej sukmanie, żarł chciwie razowiec ze sperką i żłopał gorzałę z taką naiwnością, jakby to była woda sodowa z sokiem porzeczkowym".
" Jeżeli kto jeszcze na tej ziemi walczył w całym i zupełnym znaczeniu tego słowa, to on, Winrych. On jeden jeszcze chodził po broń, jeden nie upadał na duchu. Gdyby nie on, i sama partia byłaby się od dawna rozleciała na cztery strony świata. Przez długi czas tych ludzi ściganych, głodnych, przeziębłych i wylęknionych wspierał swymi szyderczymi półsłowami i podniecał jak chłostą. Teraz, gdy już wszystko runęło na łeb w bezdenną jamę trwogi, on się, jak to mówią, zawziął. W miarę tego, jak nie tylko do głębi nastrojów i sumień, ale do podstaw tzw. polityki rewolucyjnej wciskać się poczęła coraz bezczelniej i natarczywiej filozoficzna zasada: fratres, rapiamus, capiamus, fugiamusque — on czuł w sobie upór coraz zuchwalszy, coraz straszliwiej bolesny i już prawie szalony…".
"— Wszystko przełajdaczone — szepcze Winrych, pogwizdując — przegrane nie tylko do ostatniej nitki, ale do ostatniego westchnienia wolnego. Teraz dopiero wyleci na świat strach o wielkich ślepiach, ze stojącymi na łbie włosami, i wypędzi z mysich nor wszystkich metafizyków reakcji i proroków ciemnoty".
"— Ty do czyjej partii to wiozłeś? — zapytał go ów rewidujący.
— Głupiś! — odrzekł Winrych, nie podnosząc głowy.
— Do czyjej partii to wiozłeś? Słysz, polaczyszka!
— Głupiś!
— To nie chłop — rzekł do podwładnych starszy z naszywką na ramieniu — to powstaniec.
— Głupiś! — rzekł Winrych, patrząc w ziemię".
"Skazany spojrzał na nich, gdy mieli ukłuć konie ostrogami, i zaraz, jak małe dziecko, zasłaniając głowę rękami, cichym, szczególnym głosem wymówił:
— Nie zabijajcie mnie…".
"Usta mu drgnęły i wymówiły do tych chmur szybko pędzących ostatnią myśl:
— …Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…
Wielka nadzieja nieśmiertelności ogarnęła umierającego niby przestrzeń bez końca. Z tą nadzieją w sercu umarł".
Szymon Winrych to główny bohater opowiadania Stefana Żeromskiego "Rozdziobią nas kruki, wrony...". Jego prawdziwe imię to Andrzej Borycki. Pochodził on ze szlacheckiej rodziny i w przeszłości był prezesem stowarzyszenia "śrubstaków", królem "syren warszawskich". Winrych był bardzo zaangażowany w działania powstańcze. Nawet po upadku zrywu narażał życie po to, by dostarczyć broń do partii. Robił to nadludzkim wręcz wysiłkiem, nie śpiąc i nie jedząc. Był przebrany za chłopa, miał rozdarte buty i nędzne sukmany. Kiedy myślał, że pokonał już najtrudniejszą część drogi, zauważył oddział Moskali. Niestety nie zdążył uciec, żołdacy dogonili go i przeszukali wóz. Podczas rozmowy z nimi bohater wykazał się uporem, tylko jeden raz poprosił o darowanie życia. Tuż przed śmiercią wypowiedział słowa: "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Dowodzi to ogromnej wiary Winrycha.
Ewa Sikora
Nauczycielka języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

