Nigdy nie przepadałem ani za warzywami, ani za owocami. W ostatnim czasie, mniej więcej od końca wakacji, zacząłem jeść surówki. Bardzo je polubiłem – szczególnie te z dodatkiem marchewki. Widziałem zdziwienie w oczach mojej mamy, gdy jak odkurzacz pochłaniałem kolejne, przygotowane przez nią mieszanki warzywne. Ze smakiem pałaszowałem młodą kapustę z marchewką, porem, pietruszką i koperkiem. Obżerałem się kalafiorem, ogórkiem i bakłażanem. Na widok pomidorów z cebulą, marchewki z selerem, papryki z bakłażanem ślinka napływała mi do ust. Całymi dniami chrupałem marchewki, seler naciowy oraz jabłka. Po dwóch, a może trzech miesiącach mojego niesłychanego apetytu owocowo-warzywnego przymierzyłem mój stary strój narciarski. Zdębiałem. Spodnie, choć na gumce spadały ze mnie. Wyglądałem w nich, jakbym zabrał je ojcu lub co najmniej starszemu bratu. Rodzice na mój widok parsknęli głośnym śmiechem. Dostałem nowy, piękny strój narciarski.
Sylwia Kępa
Nauczycielka języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

