Tekst źródłowy:
René Descartes
Rozprawa o metodzie
„A zauważywszy, że w zdaniu: myślę, więc jestem, nie ma nic innego, co by mnie upewniało, że mówię prawdę, jak tylko to, że widzę bardzo jasno, iż aby myśleć, trzeba istnieć, uznałem, że mogę przyjąć za ogólne prawidło, że rzeczy, które pojmujemy bardzo jasno i bardzo wyraźnie, są wszystkie prawdziwe; zachodzi tylko pewna trudność, by móc zauważyć dokładnie, które to rzeczy właśnie pojmujemy wyraźnie. Po czym, zastanawiając się nad tym, że wątpiłem i że wskutek tego moja istota nie była całkiem doskonała, jasno bowiem widziałem, że większą doskonałością było wiedzieć aniżeli wątpić, wpadłem na myśl, by wyśledzić, od kogóż to nauczyłem się myśleć o czymś doskonalszym od siebie; rozpoznałem oczywiście, że musiało to być od istoty, której natura rzeczywiście była doskonalsza […], a nawet która posiadała w sobie wszystkie doskonałości, o których mogłem mieć jakąkolwiek ideę, co, jednym słowem, znaczy, która była Bogiem. […] Na koniec, jeśli są jeszcze ludzie, których o istnieniu Boga i własnej duszy nie przekonały dostatecznie przytoczone przeze mnie argumenty, usilnie pragnę, by wiedzieli, że mniej są pewne wszystkie inne rzeczy, co do których czują się może bardziej upewnieni, a więc to, że posiadają ciało, że istnieje ziemia, gwiazdy i podobne rzeczy. Chociaż bowiem taką mamy pewność moralną tych rzeczy, że nie możemy o nich wątpić, nie chcąc popaść w dziwactwo, niemniej, jeśli idzie o pewność metafizyczną, to musimy przyznać, o ile nie brak nam rozsądku, że mamy dostateczne przyczyny, by nie być tak całkowicie co do nich upewnionymi; wystarczy bowiem dać baczenie na to, że możemy w taki sam sposób wyobrazić sobie we śnie, że mamy inne ciało, widzimy inne gwiazdy i inną ziemię, aczkolwiek nic takiego wcale nie istnieje. Bo też skądże wiemy, że myśli zjawiające się we śnie są fałszywe raczej niż tamte na jawie, zważywszy, że często nie są mniej żywe i wyraźne? I niechże najwybitniejsze umysły badają to, ile zapragną, nie przypuszczam jednak, by zdołały przytoczyć jakąkolwiek rację wystarczającą do usunięcia tej wątpliwości, jeśli z góry nie założyłyby istnienia Boga. Po pierwsze bowiem, nawet przyjęta przeze mnie przed chwilą zasada, że rzeczy, które pojmujemy bardzo jasno i wyraźnie, są wszystkie prawdziwe, jest tylko dzięki temu pewna, że Bóg jest czy też istnieje, oraz że jest on Istotą doskonałą i że wszystko, co w nas się znajduje, od niego pochodzi. Stąd wynika, że nasze idee, czyli pojęcia, jako rzeczy rzeczywiste pochodzące od Boga w tym wszystkim, w czym są jasne i wyraźne, mogą jako takie być tylko prawdziwe. Tak, że, o ile dość często posiadamy idee zawierające fałsz, mogą to być wyłącznie takie, które mają w sobie coś mętnego i ciemnego, ponieważ tym właśnie uczestniczą w naturze niebytu; znaczy to, że tylko dlatego są w nas mętne, że my nie jesteśmy całkowicie doskonali. Jest oczywiste, że nie mniej sprzeciwia się rozumowi pogląd, że fałsz lub niedoskonałość jako taka pochodzi od Boga, jak pogląd, że prawda lub niedoskonałość pochodzą z niebytu. Jeślibyśmy jednak nie wiedzieli wcale, że to wszystko, co jest w nas prawdziwe i rzeczywiste, pochodzi od bytu doskonałego i nieskończonego, to choćby nasze idee były jasne i wyraźne, nie mielibyśmy żadnej racji, która by nas upewniała, że przysługuje im doskonałość prawdziwości”. René Descartes, Rozprawa o metodzie, Warszawa 1988.
__________
Rozwiązanie:
Nazwa: Metodyczne wątpienie.
Wyjaśnienie: Metodyczne wątpienie Kartezjusza było techniką filozoficzną, którą filozof zastosował w celu osiągnięcia pewnego i niepodważalnego fundamentu wiedzy. Kartezjusz odrzucił wszelkie przekonania, których nie mógł uzasadnić racjonalnie i uważał za wątpliwe. Dopiero gdy pozbył się wszystkich wątpliwości, zaczął budować swoją filozofię. Kartezjusz wątpił w prawdziwość zmysłowych wrażeń, ponieważ zdarza się, że zmysły nas oszukują. Wątpił także w wiedzę pochodzącą z tradycji, nauki czy autorytetów, ponieważ uważał, że może ona być błędna. Kartezjusz wreszcie wątpił także w istnienie rzeczywistości zewnętrznej, w tym w istnienie Boga jako bytu dobrego, przyjmując hipotetyczne istnienie złośliwego i zwodniczego demona. Jednakże Kartezjusz doszedł do wniosku, że istnieje jedno niepodważalne przekonanie: „Myślę, więc jestem” (Cogito, ergo sum). Uważał, że ta myśl o własnym istnieniu jest pewna i nieodwołalna, ponieważ nawet jeśli jest oszustwem złego demona, który nas podstępnie zwodzi, to nadal musimy istnieć, byśmy mogli być oszukani. W ten sposób, metodyczne wątpienie Kartezjusza miało na celu osiągnięcie pewności i niepodważalności wiedzy, a jedyną rzeczą, którą można było w takiej perspektywie uznać za pewną, okazywało się istnienie samego siebie jako myślącego podmiotu. Fakt myślenia okazywał się wobec tego fundamentem egzystencji i jakiejkolwiek wiedzy.
Marcin Murzyn
Nauczyciel historii
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

