Pytanie
Zadanie: Czy, według autorki, o poziomie znajomości języka obcego świadczy liczba przyswojonych słów? Uzasadnij odpowiedź dwoma argumentami na podstawie całego tekstu.
Do czego porównać znajomość języka? Nie ogłoszono jeszcze konkursu na najtrafniejsze porównanie, choć byłoby warto. Od okrutnie już wyświechtanego Wittgensteinowskiego stwierdzenia, że granice języka to granice świata, po romantyczne deklaracje zagorzałych zwolenników teorii Benjamina Whorfa zapewniających, że jaki język, taki świat – wszystko to już słyszeliśmy. Porównanie języka do czegokolwiek, tak by oddawało jego wielowymiarowość, nie jest jednak proste i łatwo tu o banał. A przede wszystkim ogromne uproszczenie. Może by więc znaleźć dobre i czytelne porównanie ilustrujące znajomość przynajmniej jednego komponentu – leksyki? Leksyka, czyli słownictwo, jest ulubionym probierzem naszych umiejętności językowych dla ludzi, których spotykamy czasem na imprezach i którzy dowiedziawszy się, że jesteśmy po filologii, rzucają nam wyzwanie: to jak, ile znasz słów w tym swoim obcym języku? Zakłady o to, ile tysięcy słów liczą nasze zasoby – dziesiątki czy może setki – to zabawa ku uciesze nie do końca świadomych tego, jak działa język, i niespecjalnie skuteczna próba zbliżenia się do prawdy o tym, jak leksykę przyswajamy i przetwarzamy. Bo czy porównywanie się do słownika jest w ogóle trafne? Językowa wersja A i językowa wersja B – to oferuje nam słownik. Słownikowi brakuje jednak czegoś, co składa się na naszą, ludzką, znajomość leksyki: wiedzy o świecie jako takim, wiedzy, w której zdobywaniu i przetwarzaniu uczestniczy język; każdy, jaki posiadamy w bazie. Może sensowniej – choć niekoniecznie bardziej oryginalnie – byłoby porównać nasze zasoby leksykalne do szafy z szufladami? Dla uproszczenia przyjmijmy, że mamy do czynienia z dwoma rodzajami osób dwujęzycznych. I że każda z nich ma swój rodzaj szafki. Dwujęzyczni zwani złożonymi (compound bilinguals) już na starcie zapełniają swoje szuflady dwoma językami naraz, tworząc niepodzielne dwujęzyczne zasoby. […] Z kolei dwujęzyczni zwani coordinate bilinguals (czyli „współrzędni”) zaczynają od zapełniania szuflad językiem pierwszym, by potem stopniowo dorzucać do nich drugi. Trudno mówić o relacjach między językiem pierwszym i drugim bez ilustrującego temat modelu. Na przykład takiego, który stworzyły Judith Kroll i Erika Stewart. Wynika z niego między innymi to, że któryś język zawsze jest pierwszy, nawet u osób dwujęzycznych złożonych. To właśnie on służy do opisywania świata w pierwszych latach naszego istnienia, on też zapełnia szufladę jako pierwszy. Drugą, mniejszą, zajmuje język drugi. Wreszcie mamy trzecią, uprzywilejowaną szufladę, zawierającą tak zwany poziom pojęciowy. Zazębia się on – a raczej wypełnia – równocześnie z szufladą pierwszą, co jest dość logiczne: poznając świat, poznajemy język, i na odwrót. To właśnie tu przechowywana jest nasza wiedza o świecie, o tym, co to „kot” i co to „krzesło”, ale i co to „złość” czy „zazdrość”. Właśnie dlatego świadoma nauka języka drugiego wiąże się z tyloma konsultacjami z językiem pierwszym. […] Takie asekuracyjne zaglądanie do pierwszej szuflady i kurczowe trzymanie się języka ojczystego jest fazą, przez którą muszą przejść wszyscy początkujący. W miarę jak poznajemy język, puszczamy rękę pierwszego, który, jak to bywa z naszym pierwszym przewodnikiem po świecie, zawsze będzie odgrywał pewną rolę. Z czasem będzie ona jednak malała, wbrew złorzeczeniom początkujących, którzy nie mogą przeżyć, że to już dziesiąta lekcja angielskiego, a oni nadal nie pamiętają, że „auto” nie robi tu za „samochód”. Nadejdzie dzień, kiedy od razu sięgną do szuflady pojęciowej, bez ukradkowego zerkania do tej pierwszej.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

