Pytanie
Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz
o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej
żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego. [...]
[Blancheflor] trzy dni czekała, aż podąży za swym drogim panem [mężem]. Czwartego dnia wydała na
świat syna; za czym wziąwszy go w ramiona:
– Synu – rzekła – długo pragnęłam cię ujrzeć; i widzę najpiękniejszą istotę, jaką kiedykolwiek niewiasta nosiła
w żywocie. Smutna zległam, smutne jest to pierwsze święto, które ci wyprawiam, z twojej przyczyny smutno mi
jest umierać. Ze więc przybyłeś na ziemię przez smutek, imię twoje będzie Tristan.
Rzekłszy te słowa ucałowała go i, ucałowawszy, natychmiast umarła. [...]
Panowie miłościwi, bajarzowi, który chce być luby słuchaczom, przystoi unikać zbyt długich rozwodzeń.
Materia tej opowieści dość jest piękna i obfita – na cóż zdałoby się ją wydłużać? Powiem tedy pokrótce, jak
mnogo nabłądziwszy po morzach i lądach Rohałt Dzierżący Słowo przybył do Kornwalii, odnalazł Tristana i
pokazując królowi karbunkuł, którym ów obdarował był niegdyś Blancheflor w kosztownym darze weselnym
rzekł:
– Królu Marku, otoć Tristan loński, twój siostrzeniec, syn siostry Blancheflor i króla Riwalena. Diuk Morgan
trzyma jego ziemię wielkim bezprawiem; czas, aby wróciła do prawego dziedzica.
I powiem krótko, jak Tristan, otrzymawszy od wuja oręż rycerski, przebył morze na kornwalijskich statkach, dał się poznać dawnym wasalom ojcowskim, wyzwał mordercę Riwalenowego, zabił go i odzyskał ziemię.
(Tristan w imieniu króla Marka przybył do Irlandii, aby przywieźć wojowi żonę - Izold Jasnowłosą.)
Kiedy nadszedł czas oddania Izoldy rycerzom Kornwalii, matka jej nazbierała ziół,
kwiatów i korzeni, rozmieszała je w winie i uwarzyła silny napój. Dokończywszy go wedle
przepisów sztuki czarnoksięskiej, zlała do bukłaczka i rzekła tajemnie do Brangien:
– Słuchaj, dziewko, masz udać się z Izolda do kraju króla Marka. Miłujesz ją wierną miłością; weź tedy ten
bukłaczek z winem i zapamiętaj te słowa. Ukryj go w taki sposób, aby go Ŝadne oko nie ujrzało i Ŝadne wargi się
doń nie zbliŜyły. Ale kiedy przyjdzie noc weselna i chwila, w której zostawia się małŜonków samowtór ze sobą,
wlejesz to wino nasycone ziołami do czaszy i podasz, aby wypróŜnili ją wspólnie król Marek i królowa Izolda.
Bacz jeno dobrze, dziewczyno, aby oni sami tylko mogli skosztować napoju. Taka jest bowiem jego moc: ci,
którzy wypiją go razem, będą się miłowali wszystkimi zmysłami i wszystką myślą na zawsze, przez Ŝycie i po
śmierci.
Brangien przyrzekła królowej, iż uczyni wedle jej woli. [...]
Jednego dnia wiatry uciszyły się i żagle opadły, zwisłe u masztu. Tristan kazał przybić do wyspy; znużeni
morzem rycerze kornwalijscy oraz majtkowie wysiedli na ląd. Jedna Izolda została na statku wraz z młodą
służebniczką. Tristan zbliżył się do królowej i starał się ukoić jej serce. Ponieważ słońce piekło i czuli
pragnienie, zażądali pić. Dziewczynka poszła szukać jakiegoś napoju, aż znalazła bukłaczek oddany w ręce
Brangien przez matkę Izoldy.
– Znalazłam wino! – zawołała. Nie, nie, to nie było wino – to była chuć, to była rozkosz straszliwa i męka bez
końca, i śmierć! Dziecię napełniło puchar i podało swej pani. Piła dużymi łykami, po czym dała Tristanowi,
który wypił do dna.
W tej chwili weszła Brangien i ujrzała ich, jak spoglądali na się w milczeniu, jakby oszołomieni i zachwyceni
razem. Ujrzała przed nimi naczynie prawie puste i puchar. Wzięła naczynie, pobiegła na tył okrętu, rzuciła je w
fale i jękła:
– Nieszczęśliwa! Przeklęty niech będzie dzień, w którym się zrodziłam, i przeklęty dzień, w którym wstąpiłam
na ten statek! Izoldo, przyjaciółko moja, i ty, Tristanie, otoście wypili śmierć własną.
I znowuż statek pomykał w stronę Tyntagielu. Zdawało się Tristanowi, że żywy krzew o ostrych cierniach, o
pachnących kwiatach zapuszcza korzenie w krew jego serca i silnymi więzami wiąże do pięknego ciała Izoldy
jego ciało i wszystką myśl, i wszystkie pragnienia. Myślał: „[...] Ty, miły wuju, który pokochałeś mnie, sierotę, nim nawet poznałeś krew siostry swojej Blancheflor, któryś mnie opłakiwał tkliwie, gdy ramiona twoje niosły mnie do barki bez żagla i wioseł, ty, miły wuju, czemuż od pierwszego dnia nie wygnałeś precz zbłąkanego dziecka, przybyłego, aby cię zdradzić? Ha,
cóżem pomyślał? Izold jest twoją żoną, a ja twym lennikiem. Izold jest twoją żoną, a ja twoim synem. Izold jest twoją
żoną i nie może mnie kochać.” Izold kochała go. Chciała nienawidzić – Żali nią haniebnie nie wzgardził? Chciała nienawidzić i nie mogła, dręczona w sercu czułością dotkliwiej piekącą niż nienawiść. [...]
(Ostatecznie kochankowie się rozstali. Tristan opuścił Kornwalię, osiadł na swoich ziemiach i pojął za żonę Izoldę o Białych Dłoniach. Kiedy został ranny w bitwie i czuł, że umiera, wysłał do Kornwalii przyjaciela - Kaherdyna, aby przywiózł Izoldę Jasnowłosą. Poprosił go, by wciągnął na maszt białe żagle, jeśli będzie wracał z jego ukochaną, a czarne, jeśli jej na statku nie będzie. Izolda o Białych Dłoniach dowiedziała się o tych znakach, ponieważ podsłuchała rozmowę Tristana z Kaherdynem.)
A tam, w karheńskim zamku, Tristan usycha. Pożąda przybycia Izoldy. Nic go już nie jest zdolne skrzepić; jeśli
żyje jeszcze, to tym, że czeka. Każdego dnia posyła na brzeg, aby śledzić, czy statek wraca i pod jakim żaglem;
żadne inne pragnienie nie postanie mu już w sercu. Niebawem kazał się zanieść na urwiska Penmarchu i tak
długo, jak długo słońce jaśnieje jeszcze nad widnokręgiem, patrzył daleko na morze.
Słuchajcież, panowie, przygody bolesnej i żałośliwej dla wszystkich, którzy kochają. Już Izold zbliża się, już
urwisko Penmarchu podnosi się w dali i statek pomyka radośniej. [...]
Tristan był już zbyt słaby, aby czuwać na urwisku. Od wielu dni przykuty do łoża, z dala od brzegu, płakał za
Izoldą, która nie przybywała. Zbolały i wyczerpany zawodzi, wzdycha, miota się; mało brak, aby nie umarł od
swego pragnienia.
Wreszcie wiatr zrywa się i biały żagiel błyska na widnokręgu. Wówczas Izolda o Białych Dłoniach pomściła się.
Przychodzi do łoża Tristana i rzecze:
– Panie mój miły, Kaherdyn przybywa. Ujrzałam statek na morzu; posuwa się z wielkim trudem; mimo to
poznałam go; obyż mógł przywieźć coś, co by cię uleczyło!
Tristan zadrżał.
– Pani nadobna, jesteś pewna, że to jego statek? Owóż powiedz mi, jaki na nim żagiel?
– Widziałam dobrze; rozwinęli go i umocowali wysoko, wiatru bowiem mają skąpo. Wiedz, że jest cały czarny.
Tristan obrócił się do ściany i rzekł:
– Nie mogę strzymać życia dłużej. – Rzekł trzykroć: – Izold, przyjaciółko moja!
Za czwartym razem oddał ducha.
Przy ciele Tristana Izolda o Białych Dłoniach, oszalała nieszczęściem, które sprawiła, wydawała wielkie krzyki
nad trupem. Druga Izolda weszła i rzecze:
– Pani, powstań i pozwól mnie się zbliżyć. Więcej mam praw opłakiwać go niż ty, wierzaj mi. Bardziej go
miłowałam.
Obróciła się ku wschodowi i pomodliła Bogu. Potem odkryła nieco zwłoki, ułożyła się przy nich wzdłuż swego
przyjaciela, ucałowała mu usta i twarz i obłapiła go ciasno: ciało przy ciele, usta przy ustach. I tak oddała duszę,
umarła przy nim, z boleści po miłym przyjacielu.
Kiedy król Marek dowiedział się o śmierci kochanków, [...] kazał uczynić
dwie trumny: jedną z chalcedonu dla Izoldy, drugą z berylu dla Tristana. Uwiózł na statku do Tyntagielu
umiłowane ciała. Wpodle kaplicy, po prawej stronie absydy, pochował ich w dwóch grobach. Ale w nocy z
grobu Tristana wybujał zielony i liściasty głóg o silnych gałęziach, pachnących kwiatach, który wznosząc się
ponad kaplicę, zanurzył się w grobie Izoldy. Ludzie miejscowi ucięli głóg: nazajutrz odrósł na nowo, równie
zielony, równie kwitnący, równie żywy, i znowuż utopił się w łożu Izoldy Jasnowłosej. Po trzykroć chcieli go
zniszczyć, na próżno. Wreszcie donieśli o cudzie królowi Markowi. Król zabronił odtąd ucinać głóg.
Jak wyglądała obyczajowość średniowieczna? - Wypisz 5 zwyczajów/obyczajów średniowiecznych na podstawie podanego fragmentu tekstu.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

