Pytanie
Na podstawie tekstu odpowiedz, jakie cechy charakterystyczne myślenia pozytywistycznego można dostrzec w felietonie Bolesława Prusa?
Bolesław Prus
,,Kronika tygodniowa” (fragmenty) „Kurier Warszawski" nr 150, 6 lipca 1878 r.)
Schyłek czerwca upamiętnił się wieloma pierwszorzędnej doniosłości faktami. W omnibusie kolejowym ujrzał światło dzienne nowy obywatel kraju, przekonywając ogół, że tramwaje nasze, aczkolwiek nie spełniają należycie komunikacyjnego posłannictwa, doskonale jednak wywiązują się z roli pokoików dla osób oczekujących słabości. W powiecie pińczowskim jednocześnie ze zmniejszeniem się widoków na rozwój szos gminnych wzrosły nadzieje na oświatę; znaleziono bowiem źródło nafty, której jedyną wadę (obok licznych zalet) stanowi to, że jest droższa od spirytusu. [-] Doroczny obchód puszczania wianków odbył się jak zwykle: kilka tysięcy ziewających patrzyło na kilkunastu grających i paruset kąpiących się. [...] Nawet kongres, zapomniawszy o widokach egoistycznych, dla zabezpie- czenia dalszego istnienia Turcji postanowił ją rozebrać“. Te i tym podobne wypadki stanowią fundamenta, na których oparła się historia upły- nionego tygodnia. Ponieważ jednak w kaźdym przedsiębiorstwie budowlanym muszą być szacherki“, a w każdej historii fałsze, więc i do obecnych dziejów wkradly się żywioły, które w stosunkach zwykłych ludzie nazywają plotkami. Ktoś powiedział gdzieś, że pan Edison przyjeżdża wprost z Ameryki do Warszawy, aby mieszkańcom jej okazać fonograf. Wiadomość ta „naturalnie" nie zrobiła żadnego wraże- nia. Nie dlatego „naturalnie", aby warszawiacy wiedzieli coś o panu Edisonie lub o jego fonografie, lecz dlatego, że dzięki dobrej opinii o sobie przyszliśmy do wniosku, iż każdy, kto ma cośkolwiek do pokazania, musi się zarekomendować Warszawie. Wiadomo, że miasto nasze jest ogniskiem smaku, wyrocznią w kwestiach naukowych, zbiornikiem wiadomości politycznych i taksatorem' talentów. Ze więc pan Edison zamelduje się nam nic w tym dziwnego, co zaś przywiezie ze sobą - zobaczymy i ocenimy. Rzecz ta należy do przyszłości, w chwili więc obecnej nie warto się nią zajmować i dlatego panu Edisonowi poświęcono w dziennikach kilkuwierszową wzmiankę, przechodząc następnie do nierównie ciekawszej wiadomości o tym, że w jakiejś wsi skradziono konia z uciętym ogonem. [...] - Pan Edison bowiem nie jest ani „smokiem XIX wieku" , który łyka szpady i pija olej wrzący (-), ani linochodem, [.) ani kataryniarzem, ani magikiem lub magnetyzerem . .) Tomasz Alva Edison jest istotnie niepospolitym człowiekiem. Ma dopiero lat trzydzieści jeden, a już otrzymał około stu pięćdziesięciu patentów" na wynalazki. [-] Jednym ze świeżych pomysłów jego jest fonograf, narzędzie podobne z kształtu do ma- szyny siekającej kotlety. Przeznaczeniem instrumentu tego jest utrwalić głos ludzki. Po- stępowanie przy tym jest nader proste. Siada się przed narzędziem, kręci się korbą i mówi w tubę. Potem znów kręci się korbą i. z tuby wychodzi głos, niby odległe echo, powtarza- acy wyraz po wyrazie to, co poprzednio mówiono. Gwizdanie, śpiew, szczekanie, słowem wszystkie możliwe dźwięki fonograf kopiuje i powtarza. [-) Wszelkich zastosowań jego niepodobna dziś obliczyć, lecz oto niektóre z nich [..). Zacznijmy od płci pięknej. Pani Patti" nie chciała śpiewać w Warszawie, w każdym razie zaś ządała kilku tysięcy rubli za arię. Tymczasem przy fonografie głos pani Patti stanie się tak tanim jak śledzie za Żelazną Bramą (.], dość bowiem będzie zamiast wymagającej artystki sprowadzić za kilka groszy skopiowaną na fonografie jej arię. Tym sposobem otrzy- mamy śpiew bez grymasów. Weżmy inny przykład: Wychodzi z druku piękny romans. W chwili ukazania się książki jakiś znakomity deklamator odczytuje ją przed fonografem. Z tak otrzymanego głosu robią się kopie na listkach mających kilkanaście cali kwadratowych powierzchni i rozsyła się je nabywcom dzieła. Jaka to korzyść dla ludzi cierpiących na księgowstręt. Inny przykład. Ze wstępu do wszystkich gramatyk łacińskich wiadomo, że „nie wiemy, w jaki sposób mówili Rzymianie". Zostało po nich pismo, lecz dźwięki zaginęły. Przy udoskonaleniu fonografu wypadek taki będzie niemożliwy [.]. Pod tym względem fonograf przyczyni się do uwiecz- nienia języków i narodowości. Nawet akcent nie zepsuje się i nie zaginie. Wreszcie, każdy z nas jest śmiertelnym, każdy rośnie, zmienia się. Jakże zatem silne wrażenie robić mogą na synu przestrogi wypowiada- ne głosem dawno zmarłej matki albo na mężu dojrzałym jego własne niemowlęce szczebiotanie! [..] Również w ostatnich dniach odbyły się ceremonie zamknięcia roku szkolnego w rozmaitych zakładach naukowych. Na dwa z nich zwracam uwagę: na Wyższą Szkołę Handlową i szkołę techniczną przy Drodze Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Pierwsza z tych instytucyj przygotowuje krajowi ukształconych buchalterów, korespondentów, subiektów wreszcie; druga maszynistów w szczególności, a w ogóle majstrów mogących kierować warsztatami: ślusarskimi, kowalskimi, modelarniami lub pełnić funk- cję rysowników technicznych i ornamentacyjnych. Najlepszym dowodem wartości szkoły handlowej jest fakt, że kilku jej uczniów natych- miast po wzięciu patentów otrzymało korzystne posady. Kto zaś chce przekonać się, czym jest szkoła techniczna, niech zobaczy rysunki i roboty jej uczniów. W dziale rysunków obok pysznie odrobionych części machin znajdzie wzory: biurek, czar, zegarów, których piękne formy stanowią most lączący rzemiosła ze sztukami pięknymi. [...] Pytam się teraz, dlaczego w siedmiomilionowym kraju, którego ludność rzemieślnicza i handlowa wynosi już parę setek tysięcy indywiduów, dlaczego posiadamy zaledwie kilka tego rodzaju szkó? (.) Brak szkół technicznych wypływa przeważnie z winy rodziców, którzy z dziwnym zaprawdę zaślepieniem pchają dzieci na utarte przez rutynę szlaki [...]. Filozof angielski, H. Spencer, rodzaj Arystotelesa XIX wieku, w traktacie o wychowaniu domaga się, aby ro- dzice i pedagogowie mieli na uwadze następne względny. Naprzód - siły i zdrowie wycho- wanców. Dalej - podanie im środków utrzymania się. Potem - zaszczepienie wiadomości i nałogów potrzebnych do utrzymania rodziny. Dalej - zaszczepienie poczucia obowiązków obywatelskich. Dopiero zaś, gdy na to wszystko czasu i pieniędzy wystarczyło, należy po- myśleć o naukach mających na celu uprzyjemnienie życia. A teraz zbierzcie nasze dzieci [..] i zapytajcie: [ Więc cóż wy umiecie, wy, nasi następcy? Grać na fortepianie niektórzy i paplać po francusku; reszta zaś tłumaczyć [.] Homera. - Dobrze. Homer, ale co jeszcze? - Znamy Cycerona. - Dobrze. Cycero, ale jakże będzie z butami? - Te da ojciec. - A z jedzeniem? - To także do ojca należy. [...) Dziś jeszcze, dopóki całe obecne młode pokolenie chodzi do szkół lub na uniwersytet, jest pół biedy. I rodzice bowiem, i synowie cieszą się nadzieją jakichś świetnych, nie wiado- mo skąd wziąć się mających stanowisk. Ale gdy szorstka dłoń czasu zedrze te iluzje, gdy każdy młodzieniec, zstępując coraz niżej na drabinie marzeń, zażąda w końcu tylko zwy- kłego chleba, co wtedy pocznie? Czy wówczas ten pełen nadziei spadkobierca cnót i długów ojcowskich nie zamieni się na pesymistę i malkontenta, którego jedyną rolą na świecie będzie zatruwanie życia sobie i innym?
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

