Pytanie
Na podstawie fragmentu utworu Goethego, wskaż argumnety, które świadczą o tym, że miłość prowadzi do samorealizacji.
(z listu z 16 lipca 1771 r.)[1] Ach, jakiż dreszcz przebiega wszystkie me żyły, gdy palec mój przypadkiem dotknie jej palca, gdy nasze stopy spotykają się pod stołem! Cofam się jak przed ogniem, a jakaś tajemna moc pociąga mnie znowu; czuję zamęt we wszystkich zmysłach. O, a jej niewinność, jej prosta dusza nie czuje, jak bardzo mnie męczą te drobne poufałości. Gdy w rozmowie kładzie swą rękę na moją i wśród przejęcia się tematem bliżej się do mnie przysuwa, gdy boski oddech jej ust dosięga warg moich, zda mi się, że padam jakby rażony piorunem. Wilhelmie, jeśli się kiedy poważę to niebo, to zaufanie – ty mnie rozumiesz...[2] Nie, serce me nie jest tak zepsute! Słabe, dość słabe! A czyż to nie zepsucie?[3] Jest dla mnie święta. Wszelka żądza milczy w jej obecności. Nie wiem, co się ze mną dzieje, gdy jestem przy niej; zda się, jakby zmieniał się każdy nerw mej duszy. Zna ona melodię, którą gra na fortepianie z mocą anioła: tak prostą i uduchowioną! Jest to jej ulubiona piosenka, a mnie leczy z wszelkich męczarń, pomieszań i humorów, gdy tylko pierwszą nutę uderzy.[4] Żadne słowo o starodawnej czarodziejskiej mocy muzyki nie jest dla mnie nieprawdopodobne, jeśli prosty śpiew tak na mnie działa! Jak go umie zastosować często w chwili, gdy chciałbym sobie w łeb strzelić! I wszelkie zbłąkanie, i mrok duszy mojej pierzcha, i oddycham znowu swobodniej. (z listu z 29 lipca 1772 r.)[5] [...] Nie, tak jest dobrze! Wszystko dobrze. Ja jej mężem! O Boże, któryś mnie stworzył, gdybyśmi był zgotował tę szczęśliwość, całe me życie byłoby ciągłą modlitwą! Nie chcę się prawować! Wybacz mi te łzy, wybacz mi moje daremne pragnienia! Ona mążoną! Gdybym najdroższe pod słońcem stworzenie zamknął w swych ramionach... Dreszcz przebiega całe me ciało, Wilhelmie, gdy Albert obejmuje jej smukłą kibić1.[6] I czyż wolno mi to powiedzieć? Czemuż nie, Wilhelmie? Ze mną byłaby szczęśliwsza niż z nim. O, on nie jest człowiekiem, który by spełnił wszystkie życzenia tego serca. Pewien brak tkliwości, rozumiej to, jak chcesz: że serce jego nie bije sympatią dla – och! – dla ustępu drogiej książki, gdzie serca moje i Lotty w jeden rytm biją. I tak w stu innych wypadkach, gdy przemawia współczucie nasze dla czynu kogoś trzeciego. Drogi Wilhelmie!... Wprawdzie on kocha ją z całej duszy, a na cóżnie zasługuje taka miłość!... (z listu z 24 listopada 1772 r.)[7] Ona czuje, co cierpię. Dziś spojrzenie jej przeszyło do głębi me serce. Zastałem ją samą. Nie rzekłem nic, a ona spojrzała na mnie. I nie widziałem w niej już jedynie wdzięcznej urody ani blasku doskonałego ducha; wszystko to znikło sprzed mych oczu. Daleko wspanialsze padło na mnie spojrzenie: pełne wyrazu najgłębszego współczucia, najsłodszej litości.[8] Czemuż nie mogłem rzucić się jej do stóp? Czemuż nie śmiałem na jej szyi wycisnąć tysiąca pocałunków? Szukała ucieczki w grze na fortepianie i wplotła słodkim, cichym głosem harmonijne dźwięki do swej muzyki. Nigdy jej wargi nie były tak urocze; rzekłbyś, że otwiera- ły się, pragnąc pić owe słodkie tony wypływające z instrumentu i jeno1 tajemnicze echo odpowiadało z czystych ust. Ba, gdybym ci mógł to opowiedzieć![9] Nie opierałem się dłużej, schyliłem się i przysiągłem: nigdy nie poważę się wycisnąć na was pocałunku, wargi, na których unoszą się duchy niebiańskie... A jednak – chcę. Ha, widzisz, niby zapora stoi przed duszą moją... ta szczęśliwość... A potem zginąć, by odkupić ten grzech. Grzech?
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

