Pytanie
Marta Piwińska, Złe wychowanie Kordian, pełen różnych postępowych myśli o obalaniu przesądów, nadgniłych krzyży i
tronów, zbuntowany może bardziej przeciw tyranowi, który dławi wolność, niż przeciw
rosyjskiemu carowi, który zagarnął Polskę, wchodzi oto na ów teoretyczny szczyt, żaby tam,
w obliczu wzniosłej natury, wedle wszelkich recept się uwznioślić [...]. [...] Kordian sam się
podziwia, zachwyca własną alpejsko-nihilistyczną malowniczością, ale i własny zachwyt też
go już, słyszymy, drażni, bo teraz chodzi o coś zgoła innego: chodzi o to, żeby się w duchu
narodzić, z teraźniejszego swego wydobyć przyszłe „ja”. Więc Kordian stoi tam, na końcu
drugiego aktu, zamieniony w znak naglącej konieczności romantyzmu, jak byśmy rzekli,
patrząc od końca. Stoi formalnie już „gotowy”, ładnie „ulepiony” z piękna i wzniosłości, „jak
gliniany posąg Adama”, czekając na ducha i życie, ale kłopot polega na tym, że ma on tchnąć
je w siebie sam, to znaczy, ma się natchnąć przyszłościowo, uczuciowo, narodowo i
historycznie, ale żeby to wszystko było spontaniczne, bo inaczej nic nie będzie warte. Stoi i
prowokuje się na siłę, więc jakby i niesmacznie, a tu już najwyższy czas, bo cała ziemia
czeka, żeby się stał nareszcie „romantycznym ja”. Ona też – jak mówiono w Prologu – krąży
w kosmosie formalna tylko, choć krwawa, „jak gliniany posąg Adama”, i czeka, aż Bóg
tchnie w nią ducha i życie – lecz wiemy, że romantyczny Bóg mieszał się z natchnionym
człowiekiem. Tymczasem człowiek ciągle stoi jeszcze i stoi wśród wyeksponowanych
„lodowych pól” w tych nudnych już i zupełnie konwencjonalnych Alpach, pogrążony w
jakiejś beznadziejnej niemożności i drętwocie niczym kamień na kamieniu – ten „posąg
człowieka na posągu świata”. Ale nie trzeba się dziwić, że w nim „nic-nic-nic”, bo gdyby coś
błysnęło w jego spopielałym wnętrzu, to by tak nie stał. I trudno nie zrozumieć, że szuka,
czego mu brak. I nie należy mu mieć za złe, że sztucznie szuka, bo dopiero szuka
przeciwieństwa sztuczności, a nie będzie już nią natura, lecz własna prawda wewnętrzna i
przeznaczenie: „prawdziwe życie”. Ale tym razem – romantyk się zarzeka – ono ma być
naprawdę prawdziwe. Koniec ze światowymi pozorami i wewnętrzną podszewką. Oto się
wywracam na właściwą stronę – duchową, przyszłościową – mógłby powiedzieć Kordian.
Zaraz „gwiazda przyszłości” błyśnie i wszystko nabierze sensu. Wywracam się i przewracam,
a tam, po wewnętrznej stronie, pustka. Oszustwo jakieś straszne i brak ducha. Pośpiesznie
zapełniony „duchem rycerza z lodów”, którego jednak nikt, nawet autor, nie traktuje inaczej
jak hasło, spiskowe przebranie.
Później romantyk uzna, że „prawdziwe ja” nie siedzi, gotowe, w sercu, lecz rozwija
się jako proces, że trzeba go szukać w czasie i, na koniec, że nie ma jednego „ja” w jednym
człowieku. Ale na razie Kordian postępuje dosyć zgodnie z tym, czego go nauczono, to
znaczy stoi na tej komicznej już nieco górze i przepuszcza sam siebie przez jakieś etyczno-
intelektualne sito, chcąc oddzielić „ja” od „nie-ja” – i nic mu nie zostaje z samego siebie,
prócz irytującego wręcz poczucia braku. Dlaczego jednak Kordian tak się sprawdza, tak
strasznie nie wierzy sobie?
Ma powody. Przymierza się przecież z najlepszą wolą do różnych szlachetnych i
postępowych idei: „więc pójdę! ludy zawołam! obudzę!”. Ale czuje, że coś nie tak, więc w
następnym wierszu mówi: „może lepiej się rzucić w lodowe szczeliny?”. I także się nie rzuca.
Na nic się nie może zdecydować, więc słusznie nie wierzy sobie, skoro na każdą myśl ma
kontrmyśl, na każdą decyzję – inną, równie dobrą albo raczej równie złą, skoro nieostateczną.
Cały dramat właśnie na tym polega. Cokolwiek Kordian wymusi na sobie, jego władze
wewnętrzne protestują. Chciałby być samym uczuciem, ale on także ma sprzeczne z naturą
nazwisko. Chciałby być jedną myślą wcieloną, a tymczasem jest w nim wiele skłóconych
myśli. Chciałby być spiskowcem, zamachowcem, fanatykiem. Ale nie może.
To nie była jego wina. Wychowano go w zbyt szerokich horyzontach. W ten sposób
się nie przygotowuje do życia szczęśliwych, spokojnych pokoleń. Przyzwoity wiek powinien
następnemu wiekowi przekazywać w testamencie porządek – „świat gotowy”, zamknięty w
granicach politycznych i obyczajowych, zapięty na ostatni guzik w szkole i czytelnie
uzewnętrzniony w szyldach oficjalnych oraz instytucjach. Wtedy można przyjąć taki świat
bez refleksji i żyć w nim wygodnie bądź odrzucić, w całości, po refleksji.
Marta Piwińska, Złe wychowanie, Warszawa 1981, s. 138–140.
a) Który fragment z Kordiana potwierdza słowa Marty Piwińskiej o podziwie bohatera w
stosunku do samego siebie? Zacytuj odpowiednie wersy.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

