Pytanie
Dwie rodziny, dwa światy
Odpowiedz na pytania na podstawie tekstu Tadeusza Boya-Żeleńskiego oraz własnej znajomości sztuki Moliera. Zważmy, w paru słowach, położenie dzieci w ówczesnym, dajmy na to szlacheckim domu. Cechą tego położenia jest najzupełniejsza zawisłość. Dopóki ojciec żyje, trzyma w garści wszystko: syn, choćby dorosły, jest niczym, zależy od jego łaski, a trzeba dodać, iż władza, narzucanie drugim swojej woli, była wówczas najsilniejszą z namiętności. Praca zarobkowa, w dzisiejszym znaczeniu, nie istniała, urząd – nawet szarżę wojskową – trzeba było kupić. Małżeństwo dzieci było wyłącznie w ręku ojca: ileż córek kończyło życie w klasztorze, ponieważ ojciec nie chciał ich posagiem uszczuplać dziedzictwa, bez posagu zaś ani marzyć nie mogły o zamęściu! Iluż młodszych synów, bez powołania, musiało składać śluby duchowne! A jeżeli ojciec był złym człowiekiem? Jeżeli się ożenił powtórnie i miał serce tylko dla nowej rodziny? Montaigne powiada, iż „znał siła godnych szlachciców, którzy, z przyczyny nadmiernego skąpstwa swoich ojców, nauczyli się kraść, tak iż później, nawet doszedłszy do majątku, niełacno mogli od tego odwyknąć”. [...] Wzdrygamy się, kiedy Kleant ofiaruje się przyrzec lichwiarzowi rychłą śmierć ojca: ale czyż nie za czasów Moliera wyszły na jaw owe straszliwe procesy o trucicielstwo, które musiano umorzyć, gdyż tyle osób i to z najwyższych sfer było w nie wmieszanych? Miejmy wciąż przed oczyma różnice epok. Nie mówię już o tym, iż wiek obecny jest, z ducha swego, słusznie nazwany „stuleciem dziecka”, w którym, może aż ponad sprawiedliwą miarę, życie rodziców podporządkowane jest życiu dzieci. Ale już tym samym, że dla wszystkich jest otwarta możność i swoboda pracy, tarcia rodzinne znacznie złagodniały. Ojcowie mniej hojnie szafują „wydziedziczeniem” i „przekleństwem”; syn – a w ostatnich latach i córka – mogąc stworzyć sobie samoistną egzystencję, bez zbytniego zniecierpliwienia, z pobłażaniem i szacunkiem, patrzy na nieodłączne od ludzkiej natury i wieku przywary rodziców. W epoce Moliera wada charakteru lub umysłu ojca ciążyła nad całym domem, uciskała i paczyła egzystencję rodziny, mogła się stać katastrofą. [...] Sądzę, iż tak samo, w dziele przeobrażenia wielu pojęć obyczajowych, Molier, nieustannym swym nawoływaniem do swobody, ludzkości, umiarkowania i zdrowego rozumu, stał się jednym z potężnych pionierów nowożytnego społeczeństwa. Przyjrzyjmy się tedy rodzinie Harpagona. Matka dawno już poszła w grób, można się domyślić, jakie było jej życie. Dzieci, puszczone samopas, mogą robić, co chcą, byleby to nic nie kosztowało. Kiedy Harpagon dowiaduje się, iż syn żyje z gry (może fałszywej, jak czyniło tylu ówczesnych złotych młodzieńców), ma mu do zarzucenia tylko to, iż wygranej nie składa na procent. Do córki odnosi się jeszcze gorzej. Widzi w niej tylko jeden więcej żołądek do nakarmienia, a w przyszłości, o zgrozo! może i pretensje do posagu lub bodaj schedy po matce. Każde jego słowo do niej jest grubiańskie i upokarzające. W takiej atmosferze wzrosło tych dwoje młodych; i to czuć. Dziwna od nich obojga wieje oschłość, twardość, trzeźwość; wcześnie zaczęli szkołę życia, i to najohydniejszą. [...] Dzieci Harpagona mają dla swojego ojca tylko wzgardę i nienawiść. Łatwo zrozumieć, iż ci młodzi nie mają odpowiedniego towarzystwa. Kogóż mogą przyjąć w tym domu, z kim mogą żyć dzieci Harpagona? Cóż stąd wynika? To, iż […] córka wprowadza pod dach ojcowski obieżyświata, o którym nawet dobrze nie wie, kim jest, syn zaś może być partią jedynie dla awanturnicy, za jaką […] moglibyśmy wziąć tę Mariannę, wraz z jej dwulicową mamą i zbyt usłużną Frozyną. Romantycznie szczęśliwe zakończenie łagodzi wszystko; ale zanim przyszło do tych końcowych cudownych wyjaśnień, wiele mogliśmy między wierszami wyczytać. Mam skrupuły, czym nie zrobił krzywdy Mariannie, która młodemu Kleantowi wydaje się aniołem; ale zdaje mi się że nie. Biedna jest, to pewna, i położenie jej jest nader przykre, ale to nie zmienia faktu, iż, pod opieką skończonej szelmy, jaką jest Frozyna, przychodzi do domu tego starca, i, kochając innego, godzi się w duchu ze wstrętnym zamęściem, spekulując zawczasu na wdowieństwo. I ona weszła w zatruty krąg pieniądza.
Tadeusz Boy-Żeleński, wstęp do: Molier, Skąpiec, Wrocław 1974, s. 16–20.
a) Dlaczego w konflikcie pomiędzy ojcami a dziećmi Molier stoi po stronie młodości?
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

