Pytanie
Adam Krzemiński
Samotni na dnie kosmosu
Autor Antychrysta i Genealogii moralności wcale nie uważał, że skoro Boga nie ma, to wszystko wolno, silni mogą wymordować słabych, a piękni – brzydkich. Właśnie dlatego, że „Bóg umarł”, człowiek sam musi przezwyciężyć swą zwierzęcość i narzucić sobie – z wolnej woli mocy moralnej – reguły gry. Wartości nie opierają się na jakiejś niepodważalnej Prawdzie, są wynikiem umowy społecznej i tylko w ten sposób obowiązują.
Zatem nietzscheański „nadczłowiek” nie miał być administratorem ludobójstwa w mundurze SS, lecz człowiekiem silnym do przejęcia na siebie moralnych obowiązków, nie ze strachu przed wymyślonym Bogiem, Diabłem i Piekłem, ale z dobrej i nieprzymuszonej woli. Stąd dziś powołują się na Nietzschego zwolennicy nowego elitaryzmu pogardliwie traktujący demokrację jako dyktat nieudaczników i słabeuszy, którym brak właśnie „woli mocy”, odwagi przewidywania i podejmowania dramatycznych decyzji. Potoczna moralność hamuje siły witalne, sumienie tłumi dynamikę życia i służy „moralności niewolników”. [...]
Nietzsche nie chciał – w odróżnieniu od Richarda Wagnera, który w Bayreuth stworzył sobie świątynię swej sztuki – być najwyższym kapłanem nowego kościoła, chciał ciągłego sporu, napędzany nieustającą gonitwą myśli. Paradoks jego życia polegał na tym, że jego siostra, antysemitka i „teutonka”, której nie znosił, uczyniła z majaczącego Nietzschego w ostatnich latach jego życia guru nowej wiary, przycinając strzępy jego notatek zgodnie z własnymi poglądami w agresywną Wolę mocy. To właśnie do tak spreparowanego Nietzschego odwoływał się Hitler, który zresztą nigdy się w nim nie rozczytywał. Swą złowrogą energię pobierał bardziej z muzyki Wagnera niż z nauk Zaratustry. [...]
Wiek XX był wiekiem Nietzschego. Gardzono nim i uwielbiano go. Dla jednych wciąż jest prekursorem irracjonalizmu, grabarzem moralności i propagandystą jasnowłosej bestii. Dla drugich największym, obok Marksa, krytykiem ideologii mieszczańskiej, radykalnym prorokiem antymetafizycznego modernizmu, wolnomyślicielem, który potrafił się wyrwać z więzienia myśli, jakim są akademickie seminaria. I jedni, i drudzy zbyt łatwo przeskakują nad egzystencjalnym bólem i cierpieniem, które było źródłem filozofii Nietzschego. „Śmierć Boga” jest rzeczywiście przewrotem kopernikańskim w europejskiej filozofii. Wszechświat nie kręci się wokół Ziemi, a Bóg nie kręci się wokół człowieka, karząc go i nagradzając, zsyłając na niego raz potop, a kiedy indziej swego syna – by ten zbawił ludzkość. Tak naprawdę poza prawami natury nie ma żadnej siły moralnej utrzymującej świat i człowieka w harmonii przedustawnej. W końcu moralność człowiek musi sobie tworzyć na co dzień, jeśli chce przetrwać w swej kosmicznej samotności naszej planety.
Nietzsche w swych poetyckich pismach często kusi wyprawą na „otwarte morze”, zerwaniem łańcuchów tradycji, norm „niewolniczego życia” i mieszczańskich przyzwyczajeń. To kuszenie okazuje się dziś jednak tylko estetyczną metaforą. Również na otwartym morzu człowiek nie ma zbyt wiele miejsca, jedynie niewielki, chybotliwy pokład. Na końcu XX wieku ta nasza „gwiazda błądząca”, jak kulę ziemską nazywał Nietzsche, przypomina okręt podwodny leżący na dnie kosmosu. Jesteśmy sami ze sobą i znikąd zmiłowania, ponieważ Bóg – jeśli nie umarł – właśnie jest zajęty mocowaniem kamiennych tablic na zupełnie innych galaktykach.
Na podstawie: Adam Krzemiński, Samotni na dnie kosmosu, „Polityka” 2000, nr 36.
Opisz konsekwencje „śmierci Boga”, z którymi – według filozofa – będzie się musiał zmierzyć człowiek. Odpowiedz na podstawie dwóch pierwszych akapitów.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

