Pytanie
1. Przeczytaj tekst fragmentów rozprawy Jana Błońskiego i wynotuj wątki poruszane przez Kazimierza Przerwę-Tetmajera w jego twórczości.
Pierwszy wiersz pierwszej serii Poezji (1890) nosi znamienny tytuł Przeżytym. Tetmajer od razu wprowadził czytelnika w nastroje młodego pokolenia, owa dynamiczna bezceremonialność sprawiła, że stał się poetą sztandarowym. „Przeżycie”, a więc poczucie schyłkowości, upadku, dekadencji powraca nieustannie w liryce Tetmajera; uzasadnia je on zaś dwojako. Raz przedstawia siebie i sobie podobnych – jako ofiary: poznanie zatruło mu duszę, nauka rozwiała tradycyjne wartości, nie dając w zamian – nic. [...]
Tetmajer wyraża [...] bankructwo pozytywizmu, z którym zapoznał się tylko po to, by się rozczarować. O ile myśl o naturze budziła u pozytywistów radość poznania i obowiązek pracy, o tyle u modernistów – poczucie rozpaczy i nonsensu. Z łatwością może więc Tetmajer zobaczyć swe pokolenie jako pokolenie – zmarnowane: dotknięte wewnętrznym skażeniem, którego nie warto nawet dokładnie udowadniać, tak bardzo wydaje się oczywiste. [...]
Tylko sztuka potrafi zarazem potępić i uwznioślić, rozpaczać i usprawiedliwiać. Dlatego zyskuje ona u Tetmajera takie wysokie miejsce. Artysta – w przeciwieństwie do filistra – jest tym, który najpełniej przeżywa i wyraża ludzką dolę. [...]
Filister – mieszczanin, osławiony mydlarz – objawia się jako praktyczny spadkobierca pozytywnej tradycji: wyciągnął on z niej niski, przyziemny wniosek, podczas gdy artysta – sięgając głębiej – poprzez rozpacz osiąga prawdę człowieczego losu. To przeciwstawienie wyraża zarazem bunt modernistyczny o tyle, o ile był on buntem inteligencji przeciw mieszczaństwu: straciło ono już z oczu wyższe cele, broni tylko swego stanu posiadania, podczas gdy inteligent – w postaci artysty – odważnie patrzy w przyszłość. [...]
Jednakże stosunek Tetmajera do „dekadencji” jest wysoce dwuznaczny. Raz ubolewa on nad swoją schyłkowością, to znów pragnie się szczycić; raz roztacza przed czytelnikiem obraz swej zdruzgotanej duszy, to znów twierdzi, że w swoim dekadentyzmie zdobywa nieznane wzruszenia i chwile niesłychanego szczęścia. Taką dwoistość łatwo odnaleźć, jeżeli się dokładniej przyjrzeć, jak Tetmajer pojmuje byt, jednostkę, miłość i przyrodę, czy też, ściślej mówiąc krajobraz.
Byt jawi się w wierszach Tetmajera rozmaicie: najczęściej zjawiska okazują się cząsteczkami okrutnego mechanizmu, chwilowymi złudzeniami, które wkrótce demaskuje nieubłagalna konieczność. Jeśli jednak złudzenia odrzucić, jeśli uznać, „że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym”, można osiągnąć rzadkie szczęście zapomnienia i pogodzenia się z całokształtem bytu (czy niebytu?), można zanurzyć się w owej Nirwanie [...].
Nirwana bywa u Tetmajera często tylko – synonimem śmierci. Przed śmiercią Tetmajer drży, nieraz powtarza, że jej cień odbiera życiu wszelkie znaczenie [...]. [...]
Sprzeczna bywa także u Tetmajera ocena indywidualności własnej – i indywidualizmu w ogóle. Nieraz raduje swoją wyjątkowością, cieszy „ogniami” artystycznymi, którymi go Bóg obdarzył, wynosi się ponad tłum, oznajmia posiadaczem prawdy, morskim ptakiem, bujającym w wysokich sferach, „poetą – idealistą”. Ale równie często jednostkowa niezwykłość jest przekleństwem, modernistyczne objawienie okazuje się trudnym pucharem, melancholia, rozpacz, poczucie nicości – ceną, którą trzeba zapłacić za własną oryginalność czy wyjątkowość. Poeta jest jednocześnie aniołem i potępieńcem, ofiarą winną własnego cierpienia, usprawiedliwieniem ludzkości i półwykolejeńcem, obojętnym na sprawy prawdziwego świata.
Nad Tetmajerowskim pojęciem miłości warto się zastanowić nieco dłużej. Tetmajer odnowił polską lirykę erotyczną. [...] W romantyzmie klęska erotyczna była tragedią nieporozumienia: gęś nie dorastała do anioła albo środowisko rozłączyło przeznaczone sobie dusze. Wzorową była miłość niespełniona, ponieważ miłości spełnić nie można: szło o to, by – parafrazując świętego Pawła – „byli dwoje w jednym duchu”; tymczasem świadomości są nieprzenikalne.
U Tetmajera rysuje się dialektyka całkowicie odmienna: o ile nieskończone jest pragnienie miłosne, o tyle ograniczone możliwości spełnienia. Zjawia się nuda, przesyt, strach – ten sam, co poraził don Juana. [...]
Miłość jest więc dla Tetmajera elementarną potęgą, która – jak wszystkie podobne moce – przynosi raz szczęście, raz najsroższą rozpacz. Kobieta, której pożąda, jest tylko przedstawicielką Miłości [...]. [...]
Również liryką krajobrazową Tetmajera rządzi poszukiwanie impresji, jedynego i niepowtarzalnego
wrażenia. Gdyby Tetmajer nie przyzwyczaił czytelnika do swoich licznych sprzeczności, można by się dziwić, jak natura – owa ślepa, głucha i okrutna władczyni – budzi w poecie taki zachwyt i szczęście. W istocie rozpacz wywołuje u Tetmajera refleksje nad naturą, bezpośredni zaś ogląd – czysty zachwyt zmysłów – przynosi tylko radość.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

