Pytanie
Przeczytaj poniższe opinie o powstaniu i uzupełnij tabelę.
Autor Opinia (pozytywna, Argumenty
negatywna, neutralna)
W. Bartoszewski
– polityk, historyk
J. Kirchmayer
– polski dowódca wojskowy, historyk wojskowości
P. Kaltenberg „Luty”
– uczestnik powstania warszawskiego
P. Zychowicz
– dziennikarz, absolwent historii
W. Bartoszewski Warto być przyzwoitym. Teksty osobiste i nieosobiste
Powstanie we wszystkim tym, co wzniosłe i piękne, i z tym wszystkim, co było też ludzką słabością i małością, odgrywa ważną rolę na drodze do odzyskania i utrwalenia niepodległości Polski, a co najmniej w utrwaleniu pojęć o niepodległości, stałych dążeń narodowych, pojęć o suwerenności i stałych dążeń w tym zakresie. Wydaje mi się, że jako historykowi tego okresu, a nie jako uczestnikowi, który nie był wtedy tego świadom, będąc tylko jednym z dziesiątków tysięcy spełniających swój obowiązek codzienny, że dziś jeszcze nie umiemy w pełni ocenić, jak wielkie jest znaczenie Powstania Warszawskiego dla ugruntowania pojęć o niepodległości i tęsknoty do niepodległości.
J. Kirchmayer Powstanie Warszawskie
Faktem najbardziej ogólnym i najbardziej bezspornym jest, że powstanie zakończyło się całkowitą klęską wojskową, polityczną, materialną. Nie trzeba przysłaniać tego faktu zwalaniem winy na innych – na Armię Radziecką, na rządy i dowództwo anglosaskie, na PKWN i I Armię Polską. Trzeba stanąć na stanowisku, że kto poniósł klęskę, ten jest winien, ponieważ jego przewidywania były mylne, ponieważ nie obliczył swoich sił, powziął zły plan działania, nie uwzględnił warunków czasu, nie wytrzymał nerwowo itp.
DOKUMENT 91: "Luty" (Piotr Kaltenberg), Dziennik --- fragmenty
1 VIII 44 wtorek
[...]
A jednak stało się […].
Z tą dokuczliwą, pełną niepokoju i złych przewidywań myślą kładłem się spać.
3 VIII 44 czwartek
[...]
W mieście powszechny entuzjazm i – pierwsze smutki.
Wszędzie wywieszono narodowe flagi. Wielki ruch oddziałów i luzem chodzących powstańców, a przy tym mnóstwo gapiów względnie ludzi – podobnie jak ja – poszukujących przedostania się do swoich, oddziałów lub rodzin.
Nieskoordynowane, lecz niestety zawsze krwawo zakończone akcje niemieckie, m.in. czołgów na Woli w kierunku Śródmieścia. Częste strzały „gołębiarzy” i przypadkowe ofiary, a także – chyba nierzadko – oskarżenia niewinnych.
4 VIII 44 sobota
[...]
Pierwsze większe ofiary w ludziach oraz silne naloty nieprzyjacielskie. Sztukasy pikują nad miastem, a my dokładnie widzimy, jak od samolotów oddzielają się bomby i pociski zapalające w postaci podłużnych worków, jakby rękawów. Widzimy, jak padają na domy, nieraz „odskakują” od dachów, burzą i palą. Nad miastem dymy i płomienie. Szkopy w dalszym ciągu burzą całą Wolę, „wyrąbując” sobie drogę do Wisły.
[...]
7 VIII 44 poniedziałek
Od rana znów naloty.
Od 13.00 pożary i detonacje. Na wieczór sytuacja i nastrój uległy poprawie. [...]
10 VIII 44 czwartek
W nocy silne zrzuty, około 20 samolotów. [...]
11 VIII 44 piątek
Od rana huraganowy ogień na szkołę. Dużo ofiar w czasie tych dwu dni i nocy. [...]
15 VIII 44 wtorek
Podobno w nocy były zrzuty i podobno idzie pomoc. Niemniej na noc mamy się wycofywać na Stare Miasto. [...]
19 VIII 44 sobota
Na noc zarządzone było pogotowie. Całą też noc trwał silny ogień npla [nieprzyjaciela], ze szczególnym nasileniem o godz. 2‑ej w nocy i o 7‑ej rano. [...]
Zarówno ostrzał, jak bombardowanie lotnicze, a nawet widok rannych i zabitych kolegów jakoś znoszę.
Kiedy jednak o brzasku tego dnia znów zobaczyłem ludność cywilną, a przeważnie kobiety z dziećmi – załamałem się. [...]
25 VIII 44 piątek
Niemcy atakowali przy pomocy 6 czołgów, a w tym 5 ustawionych na Stadionie na wprost naszego domu. Szósty stał na wiadukcie. Dwa tygrysy. Armaty były ustawione na forcie przy moście kolejowym. Pociąg pancerny, który kursował na linii od mostu do Powązek, teraz walił przez cały czas na nas. [...]
2 IX 44 sobota
[...]
Wzmagający się ostrzał wydaje się wskazywać, że niedługo Śródmieście podzieli los Starówki. [...]
17 IX 44 niedziela
[...]
Z „Biuletynu Informacyjnego” wynika, że jesteśmy wyparci z Marymontu, Czerniakowa i Mokotowa. Jeśli nadal będziemy bombardowani jak dotąd, zlikwidują nas przed przyjściem Rosjan.
Jeżeli Rosjanie nie uderzą na flanki, sytuacja i tej dzielnicy przesądzona.
23 IX 44 sobota
Wczoraj od wieczora do później nocy trwał pojedynek artyleryjski niemiecko‑rosyjski. Niektóre pociski padały około nas. Z komunikatów wiadomo, że toczy się wielka bitwa około Grójca. [...]
27 IX 44 środa
[...]
Jeśli prawda, że padł Mokotów, to kolej na Żoliborz i na nas. [...]
30 IX 44 sobota
[...]
Mówi się o kapitulacji… Fatalny nastrój.
1 X 44 niedziela
W nocy przerwano ogień artyleryjski. Od 6‑ej spodziewane zawieszenie broni i kapitulacja.
2 X 44 poniedziałek
Ewakuacja od wczoraj cywilnych i rannych. Nas mają ewakuować dziś o 14‑tej.
3 X 44 wtorek
Towarzysze broni, którzy mnie i teraz nie opuszczają, przynoszą wiadomość o przyznaniu mi Krzyża Walecznych za przejście – mimo ran – przez Ogród Saski oraz o awansie na plutonowego (a ja, na przekór, jestem sobie kapral!).
Dziś mija 60 miesięcy i 60 dni okupacji, walki, męki. Czy ukoronowaniem jej musiało być powstanie, masowa hekatomba ludności i zniszczenie miasta?
Autor książki "Obłęd '44": "Decyzje przywódców nosiły znamiona szaleństwa" [rozmowa z Piotrem Zychowiczem]
Ta książka wywołuje wielkie kontrowersje. Obłęd '44 autorstwa Piotra Zychowicza to z pewnością pozycja na księgarskim rynku, o której będzie się dyskutować. Autor za tezy zawarte w książce obrywa od prawa do lewa, bo uderzył w mit Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego.
Pańska książka jeszcze nie pojawiła się na księgarskich półkach, a już spadła na Pana fala krytyki. I narasta. Spodziewał się Pan takiej reakcji. Po co to Panu było?
Nie boję się krytyki i nie widzę w niej nic złego. Sam krytykuję ostro naszych przywódców wojskowych i politycznych z okresu II wojny światowej, naturalne jest więc, że można ostro oceniać również mnie. Celem napisania tej książki było wywołanie debaty na temat sensu decyzji o wywołaniu Powstania Warszawskiego. Musimy wreszcie zacząć o nim dyskutować, a nie tylko je czcić. Należy oczywiście oddać cześć i wyrazić olbrzymi szacunek wobec żołnierzy walczących w Powstaniu. Byli bowiem najlepszym wojskiem, jakie mieliśmy w całej naszej historii. Byli to nasi najwięksi bohaterowie. Podziw dla tych młodych żołnierzy nie oznacza jednak, że mamy automatycznie wychwalać pod niebiosa ludzi, którzy wysłali ich z gołymi rękami na czołgi. Jeżeli będziemy gloryfikowali takie przypadki braku odpowiedzialności, jaką była decyzja o wydaniu Niemcom bitwy na ulicach milionowego miasta, to będziemy skazani na to, żeby w przyszłości powtarzać podobne błędy. A Polski nie stać na to, żeby co dwa, trzy pokolenia sprowadzać na siebie taką hekatombę.
[...] A dlaczego Pana zdaniem Powstanie Warszawskie było obłędem?
Drugą odsłoną tytułowego obłędu jest polityczna koncepcja Powstania. Założenie było następujące: zdobywamy własnymi siłami Warszawę, a później – jak mówił pomysłodawca tej bitwy gen. Okulicki – witamy bolszewików w wyzwolonym mieście jako „hospodary”. W ten sposób chciano rozmawiać ze Stalinem z pozycji siły i zmusić go do zawarcia z Armią Krajową jakiegoś kompromisu. Wymusić na nim zezwolenie na stworzenie choć w części suwerennej Polski. Była to całkowita mrzonka, iluzja. Bo ani Okulicki, ani „Bór”, ani premier Mikołajczyk nie byli Stalinowi do niczego potrzebni. Miał bowiem swojego Bieruta, Gomułkę i Bermana, przy pomocy których zamierzał rządzić Polską. Pomysł, że Stalin miałby się dzielić ze znienawidzoną przez siebie AK władzą w Polsce był niedorzeczny. Po co? Dlaczego? Przecież był w naszym kraju całkowitym panem sytuacji. Mógł tu zrobić wszystko, co mu się podobało. W Komendzie Głównej AK był pułkownik Janusz Bokszczanin, który wraz z grupą oficerów, m.in. podpułkownikiem Ludwikiem Muzyczką, próbowali powstrzymać Powstanie. Mówili: Panowie, czy wyście stracili rozum? Przecież jak my tylko zaczniemy akcję, to Niemcy zaczną nas wyrzynać, a Stalin zatrzyma wojsko i będzie patrzył, jak Hitler robi za niego brudną robotę. Jak możecie liczyć na pomoc ze strony bolszewików!? Uznano ich za defetystów.
A jak zostawić to polityczne tło na boku, to jak można ocenić samą koncepcję militarną Powstania?
To jest trzecia odsłona obłędu. Zacznijmy od tego, że Powstanie Warszawskie bardzo różni się od naszych poprzednich insurekcji. Nie był to spontaniczny zryw narwanej młodzieży. Decyzję podjęto w sztabie, w grupie wysokiej rangi oficerów Wojska Polskiego. A więc w grupie zawodowców. Ludzie ci wiedzieli więc – to ABC sztuki wojennej – że aby zdobyć umocnione punkty nieprzyjaciela (bunkry, ufortyfikowane budynki, mosty itp.), należy dysponować przewagą liczebną oraz dużą ilością broni szturmowej. Warszawskie oddziały AK nie spełniały obu tych warunków. Gdy mówiono o tym Antoniemu Chruścielowi „Monterowi”, stwierdził, że należy więc wydać żołnierzom... kije, kilofy i łopaty. Innym razem powiedział, że żołnierze muszą sobie sami zdobyć broń, a kto nie będzie w stanie tego zrobić, ten pójdzie pod sąd. Wydawanie podobnych instrukcji było nieprawdopodobną lekkomyślnością, niebywałym szafowaniem krwią własnego wojska. Ta wspaniała młodzież, która ślepo wierzyła w swoich przywódców, że poprowadzą ją do zwycięstwa, została poprowadzona na rzeź. W ostatniej chwili „Monter” zmienił zdanie i nie atakowano w nocy – tak jak było ustalone – ale w świetle dnia, o godzinie 17:00. I ta młodzież bez broni została po prostu zmasakrowana przez ukrytych w bunkrach i za workami z piaskiem Niemców. Straty pierwszego dnia Powstania były gigantyczne, place i ulice przed niemieckimi punktami oporu były usłane ciałami najlepszej polskiej młodzieży. Już po kilkuset minutach Powstanie było przegrane. Było to jednak oczywiste, jeszcze zanim padły pierwsze strzały. Kilka tysięcy słabo uzbrojonych i wyszkolonych dzieci nie mogło pobić silnego niemieckiego garnizonu. Po tej pierwszej porażce nie pozostało już nic innego jak czekanie na pomoc bolszewików. A ci oczywiście – jak przewidywał to Bokszczanin i inni rozsądni oficerowie – nie zamierzali z tą pomocą przyjść. Niemcy mogli więc metodycznie burzyć Warszawę i wyrzynać jej mieszkańców. Była to największa katastrofa w naszych dziejach. Polsce wyrwano serce. Aby obraz był pełen, warto jeszcze wspomnieć o przedziwnej wierze w to, że wielkie całopalenie narodowe na ulicach Warszawy, wielka rzeź naszego młodego pokolenia może skłonić Anglosasów do zmiany swojej polityki wobec Polski. „Mury muszą się walić – mówił Okulicki – krew musi się lać, tylko w ten sposób możemy wstrząsnąć sumieniem wielkich mocarstw”. Była to wręcz dziecięca naiwność. Podobne gesty nie mają w polityce żadnego znaczenia. Świata nic nasza ofiara nie obchodziła.
Pojawiają się jednak wobec Pana zarzuty, że takie opinie można łatwo wygłaszać po 69 latach. A wtedy, z tamtej perspektywy, to wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej.
[…] Wbrew temu, co nam się wmawia, zarówno „Burza”, jak i Powstanie Warszawskie nie były jednogłośnie popierane przez cały obóz niepodległościowy. Wywoływały w nim bardzo ostry spór. Przeciwko Powstaniu i ujawnianiu AK wobec bolszewików był Wódz Naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski. Podobnie myślał gen. Władysław Anders, Narodowe Siły Zbrojne, podziemie piłsudczykowskie, polscy konserwatyści, do tego część Komendy Głównej Armii Krajowej. Wszyscy ci ludzie próbowali powstrzymać zarówno „Burzę”, jak i Powstanie Warszawskie. Z góry wiedzieli bowiem, że mogą się zakończyć tylko i wyłącznie katastrofą. Powołam się tu na Jana Karskiego, który już po konferencji teherańskiej w 1943 roku stwierdził, że Polska przegrała II wojnę światową. I trzeba już było tylko myśleć, jak tę wojnę przegrać. Czyli ograniczyć straty osobowe, zadbać o substancję biologiczną narodu. Nic innego nie można było już zrobić. W momencie, gdy nasz kraj zaczęły zalewać armie bolszewickie, niepodległość była bowiem stracona i nic – nawet najbardziej straceńcze gesty – nie mogły odmienić tego wyroku. Nie miały więc sensu.
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

