Pytanie
Na podstawie własnej wiedzy oraz zacytowanego fragmentu wywiadu wypisz – pozytywne i negatywne cechy sarmatyzmu. Uzasadnij
Agnieszka Sabor: Naszą kulturą nadal zdają się rządzić dwa idiomy1: sarmacki i romantyczny. Pierwszy, kojarzący się wielu z sobiepaństwem, wystawnością i poczuciem, że jesteśmy przedmurzem Europy. Drugi indywidualistyczny i mesjanistyczny. Czy paradygmaty2 te – dziś często krytykowane – pozostają w sprzeczności, czy też romantyzm stanowi prostą konsekwencję sarmatyzmu?
Marta A. Urbańska: Jestem przekonana, że polski romantyzm bez sarmackich fundamentów byłby czymś zupełnie innym. W obydwu tych idiomach ważny jest indywidualizm, tradycja republikańska, a także mit Podola, Rusi, Wielkiego Księstwa Litewskiego – owych ziem, gdzie wszystko przenikało się ze wszystkim. I to nie tylko „ziemsko”, czyli etnicznie, językowo, politycznie. Przenikało się to, co „z tego” i „nie z tego świata”. Dlatego jest np. coś wspólnego pomiędzy szlachecką tradycją funeralną3 z całym jej theatrum: portretami trumiennymi i chorągwiami, a Mickiewiczowskimi Dziadami, których akcja nie mogłaby mieć przecież miejsca gdzie indziej niż na obecnej Białorusi. [...]
Jednak sarmatyzm wydaje się przede wszystkim warcholstwem i „snem o potędze”[...]. W romantyzmie pobrzmiewa zaś dźwięk kajdan, turkot kibitek i poczucie klęski...
Przepraszam, ale typowo sarmackie wiersze Mikołaja Sępa Szarzyńskiego czy Wespazjana Kochowskiego (pierwszego mesjanisty-romantyka w historii literatury polskiej), wybitne utwory pasyjne Stanisława Herakliusza Lubomirskiego nie mają w sobie krzty optymizmu. Nie wspominając nawet o Pieśni o spustoszeniu Podola Jana Kochanowskiego, która stanowi zapowiedź sarmatyzmu. [...] A jeśli chodzi o „sny o potędze”: z pogardą piszemy, że Zygmunt III Waza – rzeczywiście, władca nieudany – marzył (jak się okazało, bezpodstawnie) o koronie szwedzkiej i moskiewskiej.
Ale czy naprawdę mówimy wyłącznie o mrzonkach? Powiedzmy sobie jasno: pierwsza Rzeczpospolita była potężnym, wielonarodowym państwem, które w ciągu dwóch ostatnich wieków istnienia cieszyło się może 30 laty względnego pokoju. I jakoś trwało, mimo że zdecydowało się na niezwykły eksperyment polityczny: demokrację szlachecką. [...]
Dziś, w dobie dyskusji o parytetach4, warto przy okazji zwrócić uwagę, że w tej „wstecznej” epoce nasze Sarmatki – w odróżnieniu np. od Francuzek czy Angielek – bezpośrednio dziedziczyły i samodzielnie dysponowały swoim majątkiem. [...] To było bardzo nowoczesne państwo. Jeśli zaś przeliczyć wojny, które przetoczyły się przez Rzeczpospolitą w XVII i XVIII w. – ze Szwedami, Turkami, Kozakami czy Moskwą – zdumiewać może najwyżej fakt, że do zaborów doszło tak późno.
Więc skąd nasz problem z dziedzictwem sarmatyzmu?
[...] nie potrafimy sobie w ogóle wyobrazić, czym była Rzeczpospolita Wielu Narodów. Choćby dlatego, że – wbrew nowoczesnym deklaracjom – nadal trudno nam pojąć, że naród rozumiano wtedy w sposób polityczny, a nie etniczny. Narodem była zaś szlachta. [...] najlepszą metaforą sarmatyzmu wydaje się zbroja karacenowa – bardzo droga i reprezentacyjna. Na jej naramiennikach pojawiają się rzymskie lwy – nie bez powodu, panowie szlachta czuli się wszak dziedzicami Republiki Rzymskiej. Na piersi – wyobrażenie Matki Boskiej. Do tego hełm, który mógłby powstać w Persji albo Turcji. Albo inny – wzorowany na zbrojach hoplitów5.
Tu przypomina się słynna anegdota o polskich żołnierzach pod Wiedniem w 1683 r.: musieli przewiązać na ramieniu słomiany wiecheć, mogłoby się bowiem zdarzyć, że Austriacy nie odróżnią ich od wrogich wyznawców Mahometa. Tak więc jest sarmatyzm idiomem, który burzy prosty podział na Wschód i Zachód. I to może stanowi największą jego wartość. Mieliśmy w tamtym czasie niezwykłą zdolność absorbowania różnych, często przeciwstawnych elementów z najodleglejszych stron świata – od Paryża po Afganistan i górę Ararat – w taki sposób, że składały się u nas w oryginalną i endemiczną całość. [...]
Imperium było co prawda wielonarodowe, ale prawdziwego Sarmatę wyobrażamy sobie jako dobrego rzymskiego katolika. Pozycja biskupów unickich nie była porównywalna z łacińskimi, część protestantów wygnaliśmy.
Tak naprawdę ważne było szlachectwo, a nie wyznawana religia czy język używany na co dzień. [...] Ale zmiana w relacjach z innowiercami to w jakiejś mierze efekt potopu szwedzkiego – wojny, której tragiczne konsekwencje obserwujemy do dzisiaj. [...] Traumę potopu – pożogi, gwałtu, grabieży i mordu, których zachodnia Rzeczpospolita wcześniej w takiej skali nigdy nie zaznała – śmiało można porównywać z II wojną światową. Wydarzenia tamtej okupacji zostały zinterpretowane jednoznacznie (także przez propagandę polityczną Jana Kazimierza): protestanckich Szwedów udało się pokonać dzięki wstawiennictwu Najświętszej Marii Panny. A potem były Śluby Lwowskie.
O religijności Sarmatów także mówi się nie najlepiej: że powierzchowna, pozbawiona teologii. Ulryk Werdum, który odwiedził Polskę w latach 1670–1672, pisał, że nawet Włosi wyśmiewają się z Polaków, gdy ci podczas mszy biją głową w mur albo uderzają się po twarzy...
Nie wiem, czy ten podróżnik nigdy nie widział hiszpańskich procesji albo odpustów gdzieś na południu Włoch! W porównaniu z nimi nasza obyczajowość religijna wydaje się wręcz surowa. [...] Po pierwsze, opierała się ona na absolutnej – i jakże imponującej! – ufności Bogu, na bezwzględnym przekonaniu o Jego opiece, które skutecznie chroniło przed lękami egzystencjalnymi i śmiało pozwalało iść do boju z Matką Boską na ryngrafie6. Po drugie, Sarmaty nie opuszczała świadomość cudowności świata i wcale nie dziwiło go, gdy jakiś święty z obrazka wyrzucał mu grzeszki. [...] W sarmackiej wyobraźni metafizycznej bardzo ważne było świętych obcowanie, rozumiane w sposób bardzo realny, w kontekście przodków i potomków rodu – w kontekście rodzinnego herbu.
Wywiad Agnieszki Sabor z Martą A. Urbańską Pochwała sarmatyzmu, „Tygodnik Powszechny” 2010, 4 kwietnia, http://tygodnik.onet.pl/33,0,43561,1,artykul.html
Odpowiedź nauczyciela
Zaloguj się, by odkryć odpowiedź!
Aby uzyskać dostęp do treści, musisz być zalogowany.

