Jak reagujemy na chłód?

Mar 20, 2021

„-Halo, nie mogę gadać, morsuję.
-Ale przecież to Ty dzwonisz?
-Na razie”
Oj, tak, morsowanie. Z pewnością każdy z nas w ostatnim czasie spotkał się w
telewizji bądź internecie z wiadomościami na temat tej właśnie aktywności.
Wiadomościami lub żartami, memami, a niewykluczone, że nawet z przytoczonym powyżej dialogiem. Część z nas pewnie zna osoby, które morsują, a niektórzy nawet osobiście doświadczyli tej … rozrywki? Przyjemności? A może fanaberii lub chwilowej mody?
Nie sposób jednoznacznie tego ocenić. Jak każda aktywność, tak i morsowanie ma liczne grono zwolenników i przeciwników, a rozłam dotyka nawet środowisko naukowe. Warto jednak przyjrzeć się temu, co pewne, czyli reakcjom fizjologicznym naszego organizmu na zimno. Poznaj wady i zalety morsowania, a także zobacz, jaki jest jego wpływ na zdrowie!

Równowaga to podstawa

Na początek zastanówmy się, co w ogóle powoduje, że reagujemy na spadek temperatury. Aby wszystkie układy i narządy budujące nasze ciało mogły prawidłowo funkcjonować, niezbędne jest utrzymanie tzw. homeostazy, czyli, mówiąc prościej – zachowanie stanu wewnętrznej równowagi, która niezbędna jest do właściwego przebiegu czynności życiowych. Na stan ten składa się kilka czynników, z których jednym jest właśnie temperatura.

Każdy z nas od dziecka wie, że idealna temperatura ciała to 36,6°C. No prawie, bo jest to wartość uśredniona, optymalna według wielu badań, obserwacji i pomiarów. Jest to jednak cecha indywidualna, charakterystyczna dla każdego z osobna, w dodatku zmienna dla poszczególnych części ciała. Niemniej jednak, prawidłowa temperatura, w której nasz organizm funkcjonuje najsprawniej, mieścić się powinna w przedziale 36 – 37,2ºC. No właśnie – powinna.

temperatura człowieka - morsowanie

Wewnętrzny termostat

Ze szkoły wszyscy pamiętamy, że człowiek jest ssakiem, a każdy ssak jest stałocieplny, czyli utrzymuje w miarę jednakową temperaturę ciała. Jest to prawda, ale nie do końca. Stałocieplne są te części ciała, które decydują o utrzymaniu nas przy życiu, czyli wnętrze głowy, klatki piersiowej i jamy brzusznej. Ręce, nogi oraz warstwa zewnętrzna, którą jest skóra, śmiało mogą być uznane za zmiennocieplne. Przynajmniej w pewnym stopniu.

Dlaczego tak się dzieje? Nasza skóra (a także narządy wewnętrzne) naszpikowana jest niezwykle wrażliwymi na wahania temperatury czujnikami –  termoreceptorami. Reagują one na wszelkie zmiany, zarówno na zimno jak i gorąco, wysyłając komunikaty w postaci impulsów nerwowych do zlokalizowanego w międzymózgowiu podwzgórza. Organ ten kontroluje większość istotnych dla życia czynności np. sen, odczuwanie głodu, gospodarkę hormonalną i właśnie termoregulację. Poprzez swoją aktywność podwzgórze steruje pracą najważniejszych efektorów utrzymania ciepła w organizmie, czyli układu krwionośnego, gruczołów potowych oraz mięśni.

Skąd w ogóle to ciepło? Ano z procesów metabolicznych i pracy zachodzącej głównie w komórkach wątroby, serca oraz mózgu. Krążąca w ciele krew odbiera produkowaną w tych narządach energię termiczną i rozprowadza ją po całym organizmie. I tu w końcu dochodzimy do istoty reakcji na zmiany temperatury. Skupmy się na zimnie. Spadek temperatury, czy to na zewnątrz, zarejestrowany przez receptory skóry, czy wewnątrz, spowodowany, np. wypiciem zimnego napoju, uruchamia cały szereg procesów. Termoreceptor przesyła impuls do podwzgórza, które z kolei przetwarza otrzymany sygnał, analizuje go i zarządza akcję obronną. W pierwszej kolejności dochodzi do zwężenia naczyń krwionośnych w tych miejscach, z których docierają sygnały receptorowe. Dzięki temu krew płynie tam szybciej, dalej od zewnętrznej warstwy ciała i tym samym oddaje mniej ciepła do otoczenia poprzez skórę. Jednocześnie przyspieszają procesy, mające za zadanie wytworzyć nową energię w organizmie.

schemat temperatury - morsowanie

Jeśli jednak zewnętrzny czynnik warunkujący zimno wciąż działa i tym samym, mimo zarządzonej  akcji, temperatura ciała nadal spada, rozpoczyna się drugi etap obrony. Podwzgórze wysyła sygnał do mięśni, które zaczynają wykonywać szybkie i mimowolne skurcze, co odbieramy jako dreszcze. Taka praca mięśni ma na celu wytworzenie kolejnej porcji ciepła.

Kiedy i ta opcja zawodzi, następuje mocne zawężenie średnicy naczyń krwionośnych w tych częściach ciała, które nie są niezbędne do przeżycia, czyli głównie w kończynach. W efekcie ilość docierającej do nich krwi gwałtownie spada, co pozwala zatrzymać całe ciepło w centralnej, ważniejszej partii organizmu. Jednocześnie gwałtownie maleje temperatura tych „odciętych od ogrzewania” miejsc, niekiedy nawet poniżej 30ºC. W tym przypadku nie stanowi to jednak wielkiego niebezpieczeństwa.

Hipotermia – zamarzanie

Co jednak kiedy zimno działające na organizm jest tak duże, że mimo zastosowania wszystkich mechanizmów obronnych, temperatura wewnętrzna wciąż spada? Gdy osiągnie ona poziom 35ºC w centralnych, istotnych dla życia rejonach ciała, możemy już zacząć mówić o hipotermii. W początkowej łagodnej fazie większość objawów wynika z próby walki organizmu o odzyskanie właściwej temperatury, a zatem odczuwamy marznięcie, mamy dreszcze, wychładzają nam się stopy i dłonie. Pojawiają się też jednak objawy, będące już sygnałem zaburzeń funkcjonowania organizmu, takie jak zawroty głowy, znużenie, dezorientacja. W tej fazie wciąż jeszcze możemy pomóc sobie sami poprzez np. picie rozgrzewających napojów czy też ogrzewanie się kocem.

Realny problem zaczyna się, gdy temperatura naszego ciała spada jeszcze bardziej. Poniżej 34°C nie możemy już sami sobie pomóc w przywróceniu optymalnej temperatury. Procesy życiowe zaczynają mocno zwalniać. Nasilają się wcześniejsze objawy, a do tego dochodzi silny ból wywołany zimnem, brak reakcji na bodźce, zaburzenia świadomości i utrata poczucia czasu.

Po minięciu progu 30ºC ustępują dreszcze, w których miejsce pojawia się zesztywnienie mięśni, postępują zaburzenia świadomości, występuje stan podobny do silnego upojenia alkoholowego. Gdy temperatura centralnej części ciała spadnie poniżej 28ºC, organizm pracuje już na tyle wolno, że dochodzi do niedotlenienia mózgu. Następuje utrata świadomości, puls i oddech są niemal niewyczuwalne, zanikają podstawowe odruchy takie, jak np. reakcja źrenic na światło, a skóra przyjmuje sino-zielony kolor. Jako granicę, poniżej której najczęściej następuje śmierć, przyjmuje się temperaturę 24ºC.

Krioterapia,  czyli nie takie zimno straszne jak je malują

Wszystko to fajnie (albo niefajnie, bo w końcu mowa była o śmierci), ale przecież zimno może leczyć, czyż nie? Może  – w odpowiednich ilościach. I ma bardzo pozytywny wpływ na organizm.

Krioterapia jest krótkim zabiegiem leczniczym, trwającym zwykle nie dłużej niż 3 minuty. Podczas jej wykonywania wykorzystuje się temperatury dochodzące nawet do -160ºC. W zależności od zastosowanej metody, zimno może działać punktowo na wybrane miejsce, jak również na całe ciało. Stosowana jest w wielu rozmaitych schorzeniach, wśród których warto wymienić m.in. choroby reumatyczne i zwyrodnieniowe stawów, stwardnienie rozsiane, osteoporozę, czy nawet zespoły nerwicowe i depresyjne.

krioterapia

Co zatem sprawia, że jest to tak wartościowy zabieg? Istotą krioterapii jest wymuszenie na organizmie uruchomienia jego mechanizmów obronnych, o których wcześniej wspomniałem. Pod wpływem zimna następuje zwężenie naczyń krwionośnych. Ponieważ jednak chłód działa krótko, po chwili organizm zaczyna wracać do normalnego funkcjonowania. Przede wszystkim następuje rozszerzenie naczyń krwionośnych, co skutkuje zwiększonym nawet 4-krotnie przepływem krwi. Efektem jest szybkie ogrzanie ciała, a także szybsze rozprowadzenie zwiększonego stężenia hormonów, w tym m.in. endorfiny, czyli hormonu szczęścia. Gwałtowne spotęgowanie wydajności krążenia przyspiesza także zaopatrzenie komórek ciała w tlen oraz usprawnia transport komórek odpornościowych, dzięki czemu wzmacnia nasz organizm w walce z czynnikami chorobotwórczymi.

#morsuje

No dobrze, to co z tym morsowaniem? Bezpieczne czy nie? Krioterapia a morsowanie – czym się różnią? I co sprawia, że ta forma aktywności jest tak popularna, a kto raz zamorsuje będzie stale do tego wracać? 

Zacznijmy od tego, że wszystko ma swoje granice, po przekroczeniu których staje się niebezpieczne. Tak samo jest z morsowaniem. Zbyt długie może prowadzić do wychłodzenia i hipotermii. Jednakże krótka, kilkuminutowa kąpiel dla naszego organizmu nie będzie się niczym różnić od zabiegu krioterapii. A skoro tak, to zadziałają te same mechanizmy, czyli m.in. uwalniać się będzie spora dawka hormonu szczęścia. Niewątpliwie morsowanie sprawia dużą przyjemność i jest to jeden z głównych czynników wpływających na powtarzanie tej aktywności. Ale nie tylko.

Morsy oraz większość naukowców i lekarzy wskazują na fakt, iż tak jak w przypadku krioterapii, również podczas zimowych lodowatych kąpieli, możemy bardzo pomóc naszemu organizmowi. Działanie jest takie samo, czyli początkowy szok spowodowany zimnem, a po chwili gwałtowne ogrzewanie. Co daje morsowanie? Organizm zaczyna się bronić, wzrasta odporność, poprawia się wydolność i kondycja, polepszeniu ulega stan skóry, ustępują stany zapalne. Dodatkowo działanie zimna uławia redukcję nadmiarowej tkanki tłuszczowej. Jakby nie patrzeć, same plusy. Jeśli zatem dodamy do tego jeszcze samonakręcającą się spiralę popularności wywołaną potężną falą zdjęć i relacji w mediach społecznościowych, to przepis na masową modę gotowy.

Skoro więc wiesz już jak na Twój organizm działa zimno, czym grozi i co może dać pozytywnego, ubieraj się ciepło i … 

… nie zapomnij powiedzieć znajomym, że morsowałaś/morsowałeś i jaki wpływ ma to na zdrowie!

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zapraszamy do innych wpisów na naszym blogu Odrabiamy.razem:

👨‍🏫 Plastik – z czym to się je?

Jakub

Jakub

Z wykształcenia chemik i biolog z 4-letnim doświadczeniem w pracy wychowawczej. Z zamiłowania ogrodnik, podróżnik i przewodnik górski.