Połączcie poniższe podsumowania z odpowiednimi paragrafami w tym opowiadaniu.
1. d (W podróży do Ameryki, po wielu dniach oczekiwania, zawsze był ktoś taki, kto jako pierwszy ze statku widział obiecaną ziemię, i, oniemały, krzyczał z radości.)
Tłumaczenie: Zawsze działo się tak, że w pewnym momencie ktoś podnosił głowę... i ją widział. To była najtrudniejsza rzecz do zrozumienia. Chodzi mi o to... Było nas tam ponad tysiące, na tym statku, wśród bogaczy w podróży, emigrantów i dziwnych ludzi, i my... A jednak zawsze był ktoś taki, jeden jedyny, kto jako pierwszy.... ją widział. Może był tam akurat jedząc, spacerując, albo po prostu, był na mostku, może przymierzał tam spodnie... podnosił na chwilę głowę, rzucał spojrzeniem na morze i... widział ją. Wtedy się zatrzymywał, w miejscu, w którym był, jego serce drżało, i zawsze, ale to za każdym razem, przysięgam, biegł w naszym kierunku, przez cały statek i krzyczał (cicho i wolno): Ameryka. Potem stał tam, nieruchomo, jakby miał być na zdjęciu, z twarzą kogoś, komu się udało, Ameryka.
2. a (To było zapisane w przeznaczeniu, już od pewnego wieku, kto dopłynie do Ameryki.)
Tłumaczenie: Ten, kto jako pierwszy zobaczył Amerykę. Na każdym statku był ktoś taki. Nie wolno myśleć, że to były rzeczy, które działy się przez przypadek, nie... nie chodziło też o coś mało znaczącego, to było przeznaczenie, ot co. Ci ludzie, którzy od zawsze mieli to odciśnięte w swoim życiu. I kiedy byli dziećmi, mogłeś już zobaczyć to w ich oczach, jeśli dobrze popatrzyłeś, już widziałeś Amerykę, gotową do wyzwolenia się i płynięcia w żyłach i rozprzestrzeniania się w mięśniach, a o ile wiem, aż od mózgu do języka, aż do tego krzyku AMERYKA, już była tam, w oczach tego dziecka, cała, Ameryka. Tam, czekając na niego...
3. e (Marynarz znalazł porzuconego w pierwszej klasie, w skrzyni na fortepianie, noworodka, prawdopodobnie syna jakiejś pary emigrantów.)
Tłumaczenie: Znalazł go marynarz. Znalazł go rano, kiedy już wszyscy wysiedli w Bostonie, znalazł go w kartonowej skrzyni. Miał może z 10 dni, nie więcej. Nawet nie płakał, był cichutko, miał otwarte oczy, w tej skrzyni. Zostawili go w sali balowej w pierwszej klasie. Na fortepianie. Nie miał niestety nic wspólnego z noworodkami, które są w pierwszej klasie. Takie rzeczy robili zwykle emigranci. Rodzili w ukryciu, w pewnym miejscu, a potem zostawiali dzieci. To nie wynikało ze złej woli. To była bieda, ogromna bieda.
4. c (Kiedy emigranci wsiadali na statek, byli źle ubrani, ale w trakcie podróży, szyli sobie nowe ubrania z tkanin, które znajdowali na statku i wysiadali już w nowych ubraniach.)
Tłumaczenie: To trochę tak jak historia ubrań... wsiadali z łatami na spodniach, każdy miał bardzo zużyte ubranie, jedyne, jakie posiadał. Potem jednak, zważywszy, że Ameryka to była zawsze Ameryka, widziałeś jak wysiadali wszyscy, dobrze ubrani, mężczyźni nawet w krawatach, a dzieci w białych koszulach... potrafili, podczas tych 20 dni podróży szyli i kroili, pod koniec nie można było znaleźć nawet jednego namiotu na tej łodzi, ani prześcieradła, nic, wszyscy szyli sobie ładne ubranie do Ameryki. Dla całej rodziny. Nic nie można było im zarzucić.
5. b (Często zdarzało się tak, że emigranci zostawiali swoje dzieci narodzone w podróży w pierwszej klasie, bo myśleli, że może zaadoptują je bogate rodziny.)
Tłumaczenie: Krótko mówiąc, czasem przytrafiało im się również dziecko, które dla emigranta było dodatkową osobą do wykarmienia i ogromnym kłopotem w biurze dla emigrantów. Zostawiali je więc na tym statku. W zamian za te namioty i prześcieradła w pewnym sensie. Z tym dzieckiem też tak pewnie było. Ktoś musiał sobie pomyśleć w taki sposób: zostawimy go na fortepianie, w sali balowej, w pierwszej klasie, może jakiś bogacz go weźmie i będzie szczęśliwy przez całe życie. To był dobry plan. W połowie zadziałał. Nie stał się bogaty, ale pianistą już tak. Najlepszym, przysięgam, najlepszym.
Magdalena Boreczek
Nauczycielka języka włoskiego
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

