Stiopie Lichodiejewowi doskwiera samotność z powodu niedawnej śmierci jego współlokatora Berlioza („[...] został opuszczony przez wszystkich i może teraz liczyć wyłącznie na siebie [...]”). Przerażony bohater zdaje się tracić kontakt z rzeczywistością - odruchowo woła zmarłego przyjaciela („Misza, Misza...”). Zły stan psychiczny odciska piętno na fizjonomii mężczyzny, który wygląda na zaniedbanego i przemęczonego („Gdy udało mu się wreszcie rozkleić powieki, ujrzał w lustrze człowieka z opuchniętą twarzą pokrytą czarną szczeciną, z włosami sterczącymi na wszystkie strony, z zapuchniętymi oczami, do tego w brudnej koszuli z kołnierzykiem, w krawacie, kalesonach i skarpetkach”). Kiedy Berlioz dostrzega w pomieszczeniu dziwnych, wręcz groteskowych intruzów (zwłaszcza wielkiego kota z kieliszkiem wódki w łapie), zaczyna kwestionować swą poczytalność. Sparaliżowany strachem bohater nie jest w stanie odezwać się ani słowem - zamiast tego bezczynnie obserwuje rozwój absurdalnej sytuacji (zdaje się szczególnie poruszony widokiem mówiącego kocura oraz wychodzącego z lustra Azazella), którą uznaje za wytwór swej wyobraźni lub objaw choroby psychicznej („A więc tak zaczyna się obłęd!”).
Kamil
Nauczyciel języka polskiego
Zobacz lekcje, które wyjaśnią temat krok po kroku:
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

