Wokulski wędruje Powiślem. Decyzję o spacerze w tę część Warszawy podjął pod wpływem planowanej budowy bulwarów. Bohater chciał się przyjrzeć nadwiślańskiej części Warszawy, by sprawdzić, czy pomysł zagranicznego kapitalisty ma rację bytu. Jednak to, co zobaczył tam, rozczarowało go. Już przy bramie wiodącej na Powiśle zobaczył bosego tragarza pijącego z wodotrysku. Ten widok zrodził w nim refleksję nad jego własnym życiem. Wokulski uzmysłowił sobie, że mimo szacunku, jakim jest otaczany, nie ugasi nigdy swojego największego pragnienia. Idąc dalej, bohater odniósł wrażenie, że jest jednym w nędznych mieszkańców Powiśla, dla którego brakło miejsca w Warszawie. Obserwacja ulic i budynków uzmysłowiła mu, że pomysł budowy bulwarów jest bezsensowny, gdyż z czasem zaczną niszczeć jak większość domów na Powiślu, ich mury porośnie zieleń, a ostatecznie się rozpadną. Bohater doszedł do pesymistycznych wniosków, że w ubogich realiach nie może powstać nic, ponad to, co już tam się znajduje: brązowe i jasnożółte niewielkie domki, parkany i gdzieniegdzie kilkupiętrowe kamienice. Domostwa na Powiślu przypominały rudery, były obskurne i zapadnięte w ziemię. Dachy porastał mech, a okna i drzwi były pozamykane i zabite gwoździami albo zakryte łachmanami. W niektórych oknach znajdowały się brudne szyby, dlatego Wokulski mógł zobaczyć zniszczone meble wewnątrz mieszkań. Na ulicach stali wyrobnicy czekający na pracę, a także kobiety i wychudzone dzieci. Wszyscy oni byli ubrani w podartą odzież.
Ewa Sikora
Nauczycielka języka polskiego
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

