Gdybym była starożytną filozofką, stworzyłabym niebanalną koncepcję szczęścia - nie stoicką, nie epikurejską, ale swoją własną. Nazywałaby się słodzizm. Słodzizm nie polegałby wcale na żywieniu się słodkimi pokarmami, ale na niekończącym się nieróbstwie, nieustającej samokaceptacji, niezmąconym niczym poczuciu słodkiego spokoju.
Dla tych, którzy nie lubią odpoczywać, ten stan jest raczej niemożliwy i nieosiągalny. Zgodnie z tą koncepcją nie trzeba by poświęcać wiele czasu na rozwój duchowy, by być nieprawdopodobnie szczęśliwym. Zapewne nie pierwsza mam takie pomysły. Niejeden pewnie myślał podobnie, ale nie wszyscy się do tego przyznają.
Obawiam się, że moja koncepcja jest raczej nierealna i może spotkac się z niezroumieniem i nietolerancją.
Iwona
Nauczycielka języka polskiego
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

