To zdarzyło się w pewną bezksiężycową, październikową noc 1795 roku na niespełna miesiąc przed podpisaniem traktatu rozbiorowego. Gubernator Antoni von Hoym, przedstawiciel króla pruskiego, przyjechał na Wawel. Zamierzał włamać się do skarbca koronnego i zabrać z niego najcenniejsze klejnoty. Przybył w towarzystwie oficerów oraz ślusarza z Wrocławia, podobno bezkonkurencyjnego w swoim fachu. Specjalista rozłożył narzędzia i rozpoczął otwieranie zamków. Jego wysiłki okazały się jednak bezskuteczne. Zdenerwowani Prusacy wpadli na pomysł wysadzenia drzwi. Na szczęście, ktoś odwiódł ich od tego planu. Sprowadzono kolejnego ślusarza, tym razem krakowskiego. Podpowiedział, że jedynym sposobem dotarcia do skarbca jest wyjęcie kamiennego progu pod drzwiami, przeciśnięcie się wąską szczeliną i otwarcie rygli od środka. Złodzieje skuli kamień i weszli do komnat z bezcennymi skarbami Rzeczypospolitej. Korony, berła, jabłka królewskie, miecze najprawdopodobniej bezpowrotnie zaginęły, choć na temat ich losów krazy wiele mitów i legend.
Iwona
Nauczycielka języka polskiego
Tutaj pojawi się lista Twoich książek
Zaloguj się i zacznij tworzyć ją już teraz.

